Być, nie musieć
Końcówka roku. Mroźne niebo pokrywa się złoto-pomarańczowymi smugami zachodzącego słońca. Powoli dochodzi szesnasta – czyli niebawem nadejdzie noc. Nie, to nie będzie kolejny, kolorowy blog. Pełen blichtru, zdjęć, filmików. To będzie zwykły dziennik/pamiętnik/blog – niepotrzebne skreślić lub nie. O życiu. Tak właśnie. Bo ja piszę teksty o życiu.
Rozszarpałam wczoraj choinkę. Z zimną krwią odarłam ją z wszelkich ozdób, światełek i z dziką satysfakcją wyprosiłam na balkon. Zaczeka tam aż do wywozu. Bo za wcześnie na wywóz. Któż by się pozbywał choinki jeszcze przed sylwestrem? Ano ja. Postąpiłam z nią tak, jak i z całymi, tymi męczącymi świętami. Po raz pierwszy w życiu nie spędziłam ich nocując u kogokolwiek. Wpadałam tylko na parę godzin – w wigilię i pierwsze święto, a następnie wracałam do swojej jaskini. I nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze. Nie znoszę, gdy w święta wszyscy są tacy sztuczni, podekscytowani i zestresowani. Zestresowani absolutnie wszystkim – porządkami, zakupami, gościną, zwyczajami. Życzą sobie wzajemnie i nawzajem spokoju oraz radości i zdrowia, ale sami robią dokładnie tak, by tego nie doświadczyć. Cieszą się, że nadejdzie odpoczynek, ale totalnie się przed nim bronią zrzucając sobie na barki dwanaście prac Heraklesa. Jak i potraw musi być dwanaście. Musi.
Słowo klucz – musi. Mus. Musieć. Musi być. Jak to jest w tej naszej ludzkiej (polskiej) naturze, że wiecznie narzekamy – na wszystko i wszystkich, podczas gdy to sami sobie zadajemy nieustannie jakiś mus? Ilu z nas dziś narzeka na opadające z choinki igły? Bo mus jest trzymać ją aż do Trzech Króli/kolędy/końca stycznia – niepotrzebne skreślić lub nie.
Czuję się bezpłciowo. Od jakiegoś, dłuższego już czasu. Nie potrzebuję partnera, nie mam partnera, dobrze mi z tym. Ale chyba innym jest z ty m źle. Myślą, że mam depresję, bo myślą, że nie można nie mieć depresji będąc singlem. To moje bezpłciowe uczucie jest dla mnie nowe. Nie czułam się tak nigdy wcześniej. Przez to, że to coś nowego, to przyglądam się temu i zastanawiam, czy to jest coś, co mi robi krzywdę, czy wręcz przeciwnie? Czuję się jednak dobrze, a nawet bardzo dobrze z tą nowinką na pokładzie. Wiem, że jestem kobietą i czuję się kobietą. Ale absolutnie nie czuję, że muszę się malować, gdy wychodzę z domu. I wielu innych rzeczy nie czuję, że muszę.