Snø Dronning
Dzień Thora. Czwartek. Dzień burzy. Jakże straszliwej, ale koniecznej by uporządkować pewne sprawy, oczyścić, wyklarować, doprowadzić do spokoju. Pierwszy czwartek tego roku był trzaskającym huraganem. Drugi, co najwyżej lekkim podmuchem, a dzisiejszy określiłabym jako biały szkwał. Nic nie zapowiadało, by tak we mnie zadrżało.
Wybór między mniejszym a większym złem. Nie da się wówczas postąpić dobrze. Co najwyżej pozytywna konsekwencja podjętej decyzji przejawić się może za jakiś czas. Ale w momencie jej podejmowania oraz tuż po podjęciu jest źle. Zawsze. Duszące wyrzuty sumienia. Niemal fizyczny ból. Wybacz. Musiałam. Dla naszego wspólnego dobra. Mam przynajmniej taką nadzieję, że dla dobra. Bo ja się nie nadaję. Bo ja złą kobietą jestem…
Zimną, jak skandynawski wiatr.
Chociaż kiedyś byłam inna.
Śledząc, jakże wspaniałe wydarzenia Tygodnia Skandynawskiego z Wydawnictwem Poznańskim, niezmiernie ciekawe spotkania z autorami, tłumaczami oraz innymi fascynującymi ludźmi zakochanymi w Skandynawii, jak i ja bądź stamtąd pochodzącymi, usłyszałam dziś mocno skłaniające do refleksji stwierdzenie. Że skąpe ilości słońca ukształtowały mentalność oraz charaktery Skandynawów. Że słońce silnie wpływa na ludzi i dlatego w zależności od długości oraz szerokości geograficznej, spotkać można tak różnorodne temperamenty. I oczywiście nie tylko temperamenty. Takie nagle wydało mi się to jasne, a jednak nie do końca zdawałam sobie wcześniej sprawę. Przecież słońce to potężna energia, a my jesteśmy świetlistymi, energetycznymi istotami. Byłoby dziwne, jeślibyśmy od tego nie zależeli.
Znów zamarzłam.
Królowa Śniegu.
Albo raczej wróciłam do swojego pałacu? Raczej zawsze od zawsze miałam w sobie ten lód i chłód. Udając kogoś, kim nie jestem skazywałam się na cierpienie. Podejmowałam działania i decyzje, które prędzej czy później mi szkodziły. Dawałam się porwać tym kuszącym, ciepłym wiatrom, ale ciepłe wiatry szkodzą komuś, kto tak naprawdę jest bryłą lodu. Niszczą go. Prędzej lub później.
Czy powinnam okiełznać tę moc, jak Elsa? Czy lepiej zostać w pałacu? Nie znam recepty na okiełznanie. Widzę, jak wystrzeliwuje ze mnie lód i rani innych wokół, lecz nic z tym nie potrafię zrobić.
W pałacu jestem bezpieczna. I jestem w pełni sobą. Dobrze mi z tym.
Nie pukajcie do moich drzwi.