Białe mewy
Budzik. Kot. Śniadanie. Komputer. Praca. Kawa. Praca. Obiad. Praca. Kawa. Praca. Sprzątanie. Herbata. Klan. Kolacja. Sprzątanie. Sprzątanie. Sprzątanie. Kąpiel. Bajki. Spanie. Świeczki. Cisza. Serial. Muzyka. Czytanie. Spanie. Budzik. Kot. Śniadanie. Kwarantanna. Kwarantanna. Kwarantanna. Nienawidzę moich czterech ścian. Kocham moje cztery ściany.
Miło jest być jednocześnie: matką, sprzątaczką, kucharką, poważnym pracownikiem korporacji, kocim niewolnikiem i magikiem. Można poczuć się, jak superbohater. Zawsze powtarzam – jeśli uważasz człowiecze puchu marny, iż masz za dużo na głowie, to znaczy, że musisz dołożyć sobie coś jeszcze. Nigdy nie zrobisz wszystkiego, ale gdy dużo sobie narzucisz, to zrobisz zawsze bardzo dużo. Więcej niż sam byś się spodziewał. Może i padniesz na pysk. Ale z jaką satysfakcją! Ona warta jest grzechu.
Powiedziałam dziś do dziecięcia mojego, że nasz dom to statek, którym płyniemy na pełnym morzu. Nasz rejs potrwa dziesięć dni i już mamy za sobą połowę. Nie możemy w żaden sposób opuścić naszego wspaniałego okrętu, bo wokół nas nic tylko morskie, lodowate głębiny. Dziecię moje nazwałam oficjalnie majtkiem, gdyż łazi w piżamie niemal non stop, odkąd tylko wyruszyłyśmy z portu. A ja się samozwańczo mianowałam kapitanem. I kuchcikiem. I drugim majtkiem. Płyniemy do Szwecji. Bo przecież każdy statek zawsze płynie do Szwecji. Nawet prom.
Lubię czasem scrollować fejsbuka w nieskończoność. Albo i często. Wczoraj scrollując tak podczas wieczornego dryfowania, doscrollowałam się do reklamy badania na temat życia w pojedynkę. Skusiłam się ją wypełnić, bo to badanie naukowców z lokalnego uniwersytetu. Skusiłam się też, bo oferowali w zamian losowanie bonów do Empiku. I wypełniłam rzeczoną ankietę dużo szybciej niż mnie ostrzegano, że zajmie mi czasu. Wypełniłam i poczułam się rewelacyjnie. Przedzierając się przez gąszcz pytań typu, czy winuję Boga o moją samotność albo czy od znalezienia partnera uzależniam swoje szczęście, ba, nawet całe życie, zrozumiałam, że… uwaga… NIE jestem wariatką! Ha, jakież to było cudownie uczucie! Chyba, że jestem właśnie? Może ja jednak powinnam tego Boga winić o mój los? Albo może powinnam rzucać się na ludzi z pazurami, byleby tylko przy mnie byli? No w każdym razie ostatni etap ankiety dotyczył w ogólności tego, czy czuję się szczęśliwa. I teraz już całkiem poważnie, bez ironii – zaskoczyły mnie moje odpowiedzi. Niemal na każde pytanie z tej kategorii odpowiedziałam maksymalnie pozytywnie. Nigdy, jeszcze nigdy wcześniej w życiu nie czułam się tak z tego życia zadowolona. Właściwie nigdy wcześniej, przed rozwodem nie czułam, że przynajmniej lubię swoje życie i siebie. A teraz jest odwrotnie. Zawsze, od prawie zawsze, powtarzam – bo życie to zaczyna się po trzydziestce!
Byłam zaskoczona zrozumiawszy, że ja naprawdę akceptuję swoje życie singielki, że jestem z niego bardzo usatysfakcjonowana i nie potrzebuję do niego nikogo wpuszczać. Ale dlaczego zaskoczona?
Bo otoczenie uważa inaczej. I bach! Kotara. Wyróżniasz się – zgińże puchu marny!
Zaplatałam dziś dziecięciu mojemu warkocz podśpiewując szantę. Kocham szanty!
https://www.youtube.com/watch?v=lO8m2sQ3uh8
Kiedyś tak bardzo było mi żal, że nie mogę spotkać mężczyzny, który traktowałby mnie jak księżniczkę. Tak mi smutno było. Płakałam nad swym niesprawiedliwym losem. Porównywałam się do innych, według mnie gorszych, kobiet, które są noszone na rękach przez swoich mężczyzn, a ja czuję się przy swoim, co najwyżej jak szmata do podłogi. A potem nastał Ragnarok. Wybuchło. Nie było niczego, by po chwili spod gruzów i popiołów rozbłysnęła mocna iskra.
W dresach. W sukience. W makijażu. Bez makijażu. Z wiertarką w ręku. Z iPhonem w ręku. W jasnym blond balejażu. W naturalnym kolorze siwizną przeplatanym. Z połamanymi paznokciami. Z jaskrawą hybrydą. Z nadmiarowym kilogramem. Z talią osy. Dźwigając płytki i gres. Unosząc bukiet róż. W kapciach. W szpilkach. Z odrostami na nogach. Z wylaserowaną, aksamitną skórą. Grzebiąc pod maską samochodu. Jadąc wygodnie na miejscu pasażera. Skuloną na kanapie z bólu menstruacyjnego. Uwodzącą i flirtującą na mieście. W audi. W autobusie. Na kanapie z czipsami. W kawiarni z koleżanką. Skręcając meble. Układając bibeloty na półce z Ikei. Z pieniędzmi. Z długami. W dolinie. Na szczycie. Z partnerem. Bez partnera. Byłam księżniczką. Jestem królową.