Na pełnym morzu

Miłości – nie wojny!

Miłość, wojna i pączki. Najskrajniejsze emocje biegają po głowie. Praktycznie zakończona pandemia i początek straszliwego, dramatycznego i cholernie bandyckiego najazdu. A z drugiej strony moje małe, skromne życie. Zwyczajne troski i radości. Ostatnio nawet miłosne zrywy. Tego chyba jest troszkę za dużo…

Przyfrunęłam, jak na miotle. Radosna i stęskniona. Chwyciłam dwa pączki. Dla siebie i nie dla siebie. Potem zjawił się on zdziwiony, a potem przeczytałam przykre wiadomości. Byłam szczęśliwa i nieszczęśliwa jednocześnie. Nigdy się tak nie czułam.

I nagle, chwilę później spacerowałam j uż brzegiem jeszcze zimowego morza. Podziwiałam fruwające i charakterystycznie skrzeczące mewy. Zastanawiałam się, dlaczego prom tak długo stoi na redzie. Łapałam powietrze łakomie, łapczywie, po dwuletnim strachu przed oddychaniem. Teraz zaczęłam bać się wielu innych rzeczy na raz. Wielu zupełnie nowych rzeczy, których nie sądziłam, że w tych czasach jeszcze będzie można się bać.

Rozmyślałam o nim. Ale jakoś dziwnie bez większych oczekiwań. Bez skrajnych emocji. Z jakąś względną trzeźwością umysłu. Czy to nie za mało?

Jadłam rybę albo owoce morza w wykwintnej restauracji. Słyszałam wokół mieszające się trzy języki, trzy narodowości. Jak chyba nigdy w historii – wszyscy trzymający jeden front. Chociaż tyle dobrego.

Otwarcie wewnątrz siebie powiedziałam, że płynę z prądem. Nie chcę tchórzyć. Nie chcę uciekać przed przeznaczeniem. Jestem tu, żeby doświadczać i walczyć. Tak dzielnie jak nasi wspaniali i wielcy Sąsiedzi!

Trwało to krótko, jak sen. W mig znalazłam się z powrotem na moim poletku. I tuż obok niego. Spokojna, zadowolona i rozluźniona.

Pozwoliłam sprawom płynąć, więc popłynęło wszystko naturalnie. Dosłownie i w przenośni. Namiętny wieczór uwieńczony wspaniałym aktem. I jeszcze jednym. Wiem, że to było dobre, bo czułam się tak bardzo swobodnie, jak nigdy wcześniej. Cała moja przeszłość, kompleksy, traumy – to wszystko przestało istnieć. Za to rozbudziło się to, co zostało gwałtownie wcześniej stłamszone. Po dwóch latach wreszcie złapałam oddech.

Nie wiem jednak, co z tego wyniknie. Ufam za to intuicji. Zamierzam podążać za ciepłymi jej podmuchami.

Chcę miłości – nie wojny!

Verified by MonsterInsights