MiniBuka

MiniBuka: strona siódma

Wróciła do pracy w pełnej formie i nawet lekkiej irytacji, że nie mogła uczestniczyć we wszystkim, co działo się podczas jej nieobecności. Z tych jej zadań, które były najpilniejsze wywiązały się w zastępstwie inne osoby i choć wykonały bardzo dobrze to, co miały wykonać, to ona tylko się krzywiła patrząc na rezultaty. Natomiast wszystkie te zadania, które mogły na nią poczekać – poczekały. Z tego przynajmniej miała jakąś radość. Aczkolwiek nie do końca. W głębi chciałaby być odciążana, chciałaby być zastępowalna i chciałaby umieć przyjmować pomoc, lecz robiła zawsze wszystko, by do tego nie dopuścić. Jakby otrzymywanie pomocy było ujmą. Skazą na ambicji. Brała na siebie zbyt dużo. Byleby czasem nie wziąć zbyt mało.

– Jak było na urlopie? Wypoczęłaś? – usłyszała w pierwszych słowach, tuż po przywitaniu kolegi z zespołu.

– W porządku. Jestem w pełni sił do pracy – odpowiedziała sucho i rzeczowo. Z kubkiem w ręku już niemal biegiem chciała wrócić do biurka, ale ten nie miał zamiaru odpuszczać i ciągnął dalej temat, byleby przedłużyć przerwę kawową. Byleby te osiem godzin minęło w lekkości.

– A dokąd cię pognało?

– Nad morze.

– O, proszę! A które? O tej porze roku nawet nad naszym jest, jak na Karaibach, ale może jednak te Karaiby, co?

– Nie, jednak nie – zaczynała się wyraźnie irytować, choć skrzętnie to maskowała.

– Czyli nasze morze. A jaka miejscowość konkretnie? Bo ja planuję skoczyć do Sopotu niedługo.

– Mnie przyciągają spokojniejsze miejsca.

– Czyli rozumiem, że jakaś mniejsza miejscowość, być może jeszcze mało popularna i mało oblegana. Oj, to jeśli taką perełkę znalazła ś, to rzeczywiście też nie chciałbym tak łatwo zdradzać nazwy. Podobnie, jak z grzybiarzami – każdy ma swoje miejsce, gdzie rosną prawdziwki i nigdy drugiemu grzybiarzowi tego swojego sekretu nie zdradzi – zaśmiał się sam do siebie, jakby dumny z wymyślenia takiego porównania.

– Mniej więcej… – wydukała, a jej oczy zaczęły demaskować zniecierpliwienie. Nie miała ochoty dzielić się tymi wszystkimi szczegółami z kolegą z zespołu. Według niej z kolegą z zespołu można rozmawiać wyłącznie na tematy zawodowe. Poza tym, wyczuła jego prokrastynację, co sprawiało, że wzrastała w niej pogarda wobec niego. Szczególnie, że jego prokrastynacja zaczynała również i ją opóźniać.

– W porządku, to nie naciskam. Co złego to nie ja! – zaśmiał się dość głupkowato, co tylko pogłębiało jej irytację. Ale potem dodał coś, co diametralnie zmieniło jej nastawienie: – Słuchaj, zmieniając temat, nie wiem czy już coś niecoś do ciebie doszło – za tydzień zmieni nam się lider. Przychodzi ktoś nowy do firmy.

– Co? – zapytała wytrzeszczając oczy. – Zaraz, jak to się mogło stać tak nagle? Nie było mnie zaledwie przez dwa tygodnie i już za tydzień ma nam się zmienić lider? Co się stało?

– No właśnie wszyscy się nad tym zastanawiamy. Gdy zaczynałaś urlop nic nie było wiadomo. Dopiero jakoś w połowie twojej nieobecności po prostu dostaliśmy suchą informację na twarz, że za dwa tygodnie Krzychu już nie będzie naszym szefem.

– A co z nim…? – zapytała niepewnie obawiając się najgorszego.

– Niestety… dokładnie to, o czym myślisz…

– Nie rozumiem. To nie ma sensu. Przecież świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków, był – jest przecież ciągle świetnym szefem! – w końcu uruchomiły jej się emocje podczas tej rozmowy.

– Daj spokój, szkoda słów – machnął ręką z rezygnacją, a na twarzy pojawił się smutek zmieszany z rozczarowaniem. – Nikt tego nie rozumie.

Zszokowana po tym, co usłyszała sama zaczęła świadomie poddawać się prokrastynacji już do końca tego dnia. Nie widziała żadnego logicznego usprawiedliwienia decyzji o zwolnieniu Krzysztofa – jej szefa. Mocno ją do zdemotywowało i o dziwo – miała teraz ochotę zacząć kolejny urlop. Niestety, musiała jakoś pracować dalej, bo terminy goniły, a zadań przybywało w rekordowym tempie. To, czym zajmował się jej zespół akurat miało swój szczytowy okres. Celowo tuż przed nim została lekko przymuszona do wzięcia wolnego, ponieważ był to ostatni, spokojny moment. W ferworze pracy, nawet się nie spostrzegła, gdy minął rzeczony tydzień i cały zespół został zawołany do salki konferencyjnej by poznać nowego lidera. Idąc tam musiała się zmusić do zachowania neutralności i względnej otwartości. Wiedziała, że następca Krzysztofa raczej nie jest niczemu winny, więc nie można się z góry źle do niego nastawiać, ale rozczarowanie, złość, a także poczucie niesprawiedliwości związane z zaistniałą sytuacją mocno się w niej gotowały. Musiała trzymać nerwy na wodzy. Szczególnie, gdy ujrzała twarz swojego nowego szefa.

Verified by MonsterInsights