MiniBuka

MiniBuka: strona dziewiąta

Postanowił cierpliwie na nią zaczekać. Minęło kilka tygodni, a on już nie wrócił do tego tematu. Ona tym bardziej. Jedyna komunikacja, która między nimi istniała to wyłącznie ta służbowa. Lecz ona intrygowała go i tak coraz bardziej. Może właśnie dlatego, że ubrana była w ten potężny chłód i dystans? Stanowiła zagadkę, wysiłek dla umysłu. Wyróżniała się na tle innych. Może nie było to szczególnie pozytywne lśnienie – było jednak niewątpliwie czymś innym. Poza schematem. Nie było dnia, kiedy nie próbowałby jej rozgryźć. Co to za typ osobowości? A może choroba, zaburzenie? Jaka jest jej przeszłość? I jaka teraźniejszość? Skąd się biorą te czy inne reakcje albo częściej – ich brak? Sam po czasie zaczął zauważać, że zatraca się w swoich myślach. Błądzi, gubi się i niepokojąco zbliża sam do jakiejś niezdrowej anomalii. Wreszcie to przyznał – ona jest najzwyczajniej w świecie cholernie atrakcyjną i pociągającą kobietą. Długo sądził, że zahaczył się o jej charakter, ale to przecież było niemożliwe, bo ona nie pozwoliła mu go poznać choćby w ułamku. Jej urok czysto fizyczny musiał mieć tutaj decydujący głos. Tylko czy na pewno? Za tą fasadą było coś znacznie szerszego, co porywało, jak narkotyk i jak narkotyk mogło nieść za sobą straszliwą toksyczność.

-Dzień dobry – nagle zjawiła się w drzwiach jego gabinetu. Jak zwykle poważna, perfekcyjnie odszykowana oraz niedostępna. Chłód bijący z tonu jej głosu zdawał się mieć moc obniżenia temperatury w całym pomieszczeniu. Choć powitanie to zaledwie delikatny cień tego jeszcze bardziej trzaskającego mrozu, który popłynął w kolejnym zdaniu: – To jest moje wypowiedzenie. Mam trzy miesięczny okres wypowiedzenia i jestem gotowa go przepracować w pełni. Jeśli jednak lepiej dla firmy byłoby zakończyć ze mną współpracę wcześniej, to jestem otwarta na porozumienie stron.

Wpadł w totalnie osłupienie. Wpatrywał się w nią w milczeniu przez dłuższą chwilę. Oczy miał rozbiegane, wyrażające rozczarowanie, żal, szok oraz ogólną niedorzeczność, wobec tego, co właśnie usłyszał, a co mógł jeszcze dodatkowo sobie doczytać czarno na białym z dokumentu spoczywającego na jego biurku. Miał teraz ochotę wykrzyczeć jej w twarz wszystko, co czuł i czuje w tej chwili. Przekłuć ten balon emocji i jakichś nienazwanych uczuć, który tak w sobie skrzętnie od dłuższego czasu pielęgnował. W głowie myśli już układały mu zdania: „Czemu ty tak do cholery ciągle przede mną uciekasz? Nie pozwalasz mi się zbliżyć na centymetr. Poznać tak zwyczajnie, po koleżeńsku. Tracę wszystkie zmysły. Intrygujesz mnie. Pociągasz jako kobieta. Och… jak ty cholernie mnie pociągasz… Ty zimna, lodowata, skandynawska… Wielbię cię i nienawidzę. Chciałbym cię teraz mieć pod sobą… Tu i teraz…”.

Wziął kilka głębszych wdechów i dłuższych wydechów. Spojrzał w stronę okna, gdzie rozpościerał się piękny widok na oblane słońcem miasto. To był piątek. Pogodny początek weekendu. Chwycił się tego i na tym zatrzymał. To był dobry dzień na to, by wybrać się po pracy do jakiegoś pubu z ogródkiem i dać ponieść się chwili zapominając o niej. Przynajmniej na moment.

-Nie rozumiem tej decyzji Ido. Mogłabyś podać powód? Twoja praca nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Wszyscy są zadowoleni ze współpracy z tobą. Ja jestem niezmiernie zadowolony. Nie słyszałem o żadnych konfliktach w zespole, a twoja pensja jest na naprawdę świetnym poziomie i szczerze – nie wydaję mi się, byś mogła znaleźć lepszą finansowo ofertę. Oczywiście mogę się mylić… – spojrzał na nią wyczekująco, by podała jakiś sensowny argument. Chociaż jeden.

-Powód? – zapytała z wybitnie szczerym zdziwieniem. – Przecież nie muszę go podawać.

-Owszem, nie musisz, ale byłbym bardzo wdzięczny, jeślibyś mi go zdradziła. To pozwoliłoby mi poprawić w firmie czy zespole coś, co najwidoczniej zaszwankowało. Bo w mojej ocenie coś musiało zaszwankować, skoro podjęłaś tak radykalną i przykrą decyzję. Chciałbym to naprawić. I chciałbym również nie musieć podpisywać tego papieru. Czy twoja decyzja jest ostateczna?

-Tak, ostateczna.

-Rozumiem. A zatem powtórzę się – czy mogę poznać jej przyczynę?

Teraz ona milczała nieco dłużej. I jak dotąd jej niewzruszona postawa zaczęła się kruszyć. Mrugnęła kilka razy z nieco większą częstotliwością, a jej ręce chyba mimowolnie zawiązały się ciasno w supeł na wysokości talii.

-Nie – wybrzmiało twardo z jej ust w momencie, gdy spięła się na nowo i rozplątała ręce. Wzięła się w garść, podniosła gardę i wystrzeliła to swoje niemal aroganckie „nie” tak, że odbijało się jeszcze długo od ścian gabinetu po jej wyjściu.

Verified by MonsterInsights