Guess na cyckach i do przodu!
Drogi pamiętniczku, aż nie wiem, co ci dziś powiedzieć! Nie przypuszczałabym, że świętowanie moich urodzin będzie w tym roku tak intensywne. Dokładnie pełen tydzień szaleństw. Na pięć dni przed oraz jeszcze dwa po. Dalej była słynna majówka, ale to już dla mnie zbyt mainstreamowe, dlatego ona odbyła się w trybie spokojnym, normalnym, a wręcz nudnym. Uważam, że to nie jest przypadek. W moim życiu skończył się i jednocześnie rozpoczął jakiś nowy etap. A jaki? No to zaczynamy!
W ostatnim czasie przeszłam przez chyba wszystkie wcielenia, jakie do tej pory było mi dane przeżyć. Byłam królową kier, matką, żoną, kochanką, szaloną nastolatką, psychologiem, dobrą kumpelą, geekiem, kierowcą, zimną Skandynawką, dziunią z Guessem przewieszonym przez ramię, motylem, emo oraz ogrodnikiem. Pewnie jeszcze to nie wszystko. Czyżby to ostatnie moje urodziny, że wydarzyło się aż tyle?
Żyj tak, by każdy dzień był twoim ostatnim
Przyszło nam żyć w specyficznych czasach. Nie do końca pojętych. W ogóle niepojętych. Dlatego nie wolno się wahać czy wybrać piętro piąte czy dziewiąte. Nawet jeśli potem trzeba wrócić do domu i tak jak to w domu – żyć spokojnie w znanym rytmie. Bez zmian.
„Du må leve!”
I tak najlepiej bez oczekiwań, bo jakie by one nie były, będą ostro zweryfikowane.
Zadałam sobie ostatnio pytanie, jak rozpoznać tego jedynego? Babcia i matka zawsze mi powtarzały, że po prostu będę wiedzieć. Nie da się tego wytłumaczyć. I ja to poczułam, co najmniej trzy razy w życiu tak bardzo, że dałabym sobie odebrać prawo do wiary, że byłam Norweżką w poprzednim wcieleniu. Lecz potem okazywało się, że byłam w błędzie. W związku z tym wiem, że nic nie wiem. Zatoczyłam jakieś koło. Od rozwodu, czyli od już ponad trzech lat, zgłębiam tę tajemnicę, zastanawiam się, czym właściwie jest ta miłość, o co tutaj w tym wszystkim chodzi. Odkryłam przy okazji tych rozważań milion i trzy czwarte Ameryk oraz dokładnie jedną Australię. Już sądziłam, że wiem. Teraz okazało się, że wiem dokładnie tyle, ile wiedziałam na początku tej drogi. Nic.
Jeśli wystawiam karty na stół i nie respektuję zasad typu: „nie odzywam się pierwsza, nie wychodzę z inicjatywą randki, seks na 5+ randce”, czy inne udawanie idiotki i granie w gry, to jestem traktowana jak maszynka do seksu. Ok, w najlepszym przypadku zostaję zignorowana lub uznana za toksyczną. Jeśli zacznę grać w gry i udawać przedszkolaka, to nic się nie dzieje, bo brakuje mi pękatych ust, sztucznych rzęs, Guessa na cyckach i dziubka na słitfoci. Przegrywam zatem ze starszakami – zaprawionymi w boju zawodniczkami. Zapewne oba podejścia są skrajne. Przy czym to pierwsze to ja. Po prostu ja. Bardzo dokładnie wiem, czego chcę i bardzo nie lubię grać w gry. Wyrosłam z nich dawno temu. Czy naprawdę w tym świecie wszystko musi być sztuczne i udawane? Czy naprawdę wszyscy musimy odgrywać jakieś role? Czy naprawdę musimy się wpasowywać w jakieś ogólne kanony czegokolwiek? Przypisywać do większej grupy? Dlaczego trzeba mieć Tindera, jeśli chce się kogoś poznać, bo poznawanie kogoś w inny sposób jest… no właśnie jakie? Niemodne? Nie wypada np. w pracy, bo…? W szkole nastolatkowie schodzą się ze sobą i rozchodzą, nie zmieniając przy tym szkoły i klasy, i to wszystko jest normalne. W pracy jednak to już zło w najczystszej postaci. Dlaczego ja tego nie rozumiem?
Była wielka pandemia. Dlaczego skończyła się z dnia na dzień, mimo, że ludzie, jak masowo się zarażali tak się zarażają i umierają? Przestała być modna? Dlaczego nieustannie wszystko i wszyscy muszą mieć jakąś fasadę? Gdzie jest prawda? Czy ona w ogóle istnieje?
Czy prawdę da się wyczuć intuicyjnie? Czy ją rozpoznam? Czy ja Jego kiedyś rozpoznam?