Psychosen czwarty
A co, jeśli przenikamy pomiędzy różnymi wymiarami nawet o tym nie wiedząc? Co, jeśli nasza dusza krąży między tym, co nazywamy życiem a tym, co nazywamy zaświatami? I co, jeśli robi to każdego dnia, a nasza główna świadomość nie ma o tym pojęcia? A jeśli to, co nazywamy snem jest niczym innym, jak po prostu podróżą? Do innych miejsc na tym świecie, do innych światów, do innych wymiarów.
Droga ekspresowa. Pędzi niemalże slalomem przeskakując z prawego pasa na lewy i na odwrót. Pod nią potężna moc sterowana zaledwie jej dwoma, dość lichymi rękoma. Oraz równowagą ciała. Nigdy by nie pomyślała, że kiedykolwiek będzie potrafiła kierować motocyklem, a teraz mknie w tym swoim szaleństwie. Kontrolowanym i rozsądnym, ale szaleństwie. Kocha tę wolność, adrenalinę. Kwintesencja życia. Zaczynała wreszcie przestawać się go bać. Powoli spełniała swoją karmę.
-Przekroczyła pani prędkość. Muszę wypisać mandat – rzekł tym swoim służbowym tonem. Powiedział i robił to, co do niego należało, ale w jego oku widniał błysk zachwytu. Rozumiał ją, choć to skrzętnie ukrywał.
-No cóż, nawet nie będę się usprawiedliwiać. Wiem, że zasłużyłam. Liczyłam jednak po cichu, że was nie spotkam.
Spojrzeli po sobie znamiennie. Nie potrzeba było więcej słów. Oboje wiedzieli, co będzie dalej. Mandat zostanie wypisany, przykładnie opłacony, a ona dalej będzie pędzić slalomem po tej czy innych drogach. Nikt jej tak łatwo nie zatrzyma. Odważyła się żyć, więc będzie żyć. Popełniać błędy i je naprawiać. Pochylać się i prostować. Będzie dalej spełniać swoją karmę.
Deszczowe chmury potrafią namalować na niebie niepowtarzalną historię. Przesuwają się dynamicznie. Kumulują i rozszczepiają. Przybierają rozmaite kolory. W jednej minucie mogą być czarne, granatowe, by za chwilę oślepić pomarańczowo-różowo-złotym blaskiem. Tańczą, jak im się podoba. Przypominają morskie fale. Wystarczy usiąść na parę minut i podnieść głowę. Obserwować. A zobaczy się prawdziwe morze. Zobaczy się sztorm i zobaczy się zatopione, zachodzące słońce. Groźne i wysokie fale oraz gładką, jak jezioro, ciepłą, letnią taflę. Jakby morze i niebo stanowiło jeden organizm. Jakby były symetrycznymi połówkami jednej całości. A te gniazda nasienne pomiędzy nimi to cała reszta. Ledwie zauważalna masa. Twarda i chropowata. Ciemna i gorzka. Lecz dająca ciąg dalszy.
Potrzebowaliśmy domknięcia tej historii. Trauma minęła tak, jakby nigdy jej nie było. Jesteśmy teraz o tyle silniejsi. Wspominam to wszystko tak pozytywnie. Cieszę się. Happy end nie jedno ma imię. Jesteś moim bliźniaczym płomieniem. Pojawiłeś się, przeprowadziłeś rewolucję i rzeź, zmusiłeś do przejścia przez środek huraganu. Myślałam, że się nie pozbieram. Ale przeszłam. Dobiłam do portu cała, zdrowa i zdrowsza. Jestem kimś innym. Właśnie taką, jaką stać się powinnam. Droga była trudna, lecz nie było innej. Dziękuję. Mam nadzieję, że i ja zdołałam tyle ważnego Tobie uczynić. Nadal się modlę o całe dobro świata dla Ciebie, bo całe dobro świata przytrafione Tobie i mnie się zadzieje. Jesteśmy bliźniętami.
Życie ma w sobie więcej magii niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Moje bliźniacze płomienie mają krystalicznie błękitne oczy. Topazowe. Oczy, które błyszczą jakimś anielskim blaskiem i tylko ja go widzę. Miałam to szczęście, by spotkać was aż dwóch. Teraz już rozumiem, że nie mogliście w moim życiu pozostać, jak i ja w waszym. Taki układ naszych dusz, ulepionych z tej samej materii. Spotykamy się w szczególnych momentach i zwykle robimy sobie nawzajem krzywdę oraz zaprowadzamy chaos. Ale to dla wyższej zdrowotności.
Kocham Was moi motocyklowi braciszkowie!
Do zobaczenia w bazie, po zakończonych naszych misjach. Oby jednak nie prędko!
Teraz pora odnaleźć drugą połówkę. Albo pozwolić się odnaleźć.
Jadę dalej swoim szalonym slalomem.