Psychosen szósty
Zawsze sobie coś zakładamy. Przyjmujemy jakiś scenariusz nie znając szczegółów. Opieramy się na stereotypach, własnych doświadczeniach, wyuczonych schematach. Nie patrzymy na to, co widzimy, bo patrzymy w pierwszej kolejności na siebie. Niemal zawsze. A co, jeśli to, co widzimy nie jest tym, czym się wydaje? Co, jeśli ten, na kogo patrzymy nie jest tym, kim się wydaje?
Uśmiech, radość, szczęście. Ład i skład oraz porządek. Wszystko zawsze dopięte na ostatni guzik. Książkowo. To się udało, tamto się udało. Sukces – mniejszy i większy. Niczego nie brak. Jest pięknie. Otoczenie jest piękne i ona jest piękna. Wokół luksusy. Górne półki, wzory i kolory. Frykasy i rarytasy. O n jest piękny i otoczenie jest piękne. Rajskie plaże, dalekie wojaże. Instagramy takie bajkowe. Oni są piękni. Ustawieni, radośni, kolorowi. Szczęśliwi tak po prostu. I tak po prostu sięgają po noże, żyletki czy tabletki. Skaczą, zawiązują pętle, wykopują spod siebie stołek.
Depresja tak pięknie potrafi się uśmiechać. Depresja jest taka piękna. I cała jej otoczka – jak rajska plaża.
Siłaczka. Dźwiga więcej niż jest w stanie unieść. Fizycznie i metafizycznie. Wielozadaniowa. Wykonuje na raz czterdzieści cztery czynności. Wszystkie perfekcyjnie i na czas. Taszczy siatki, meble, materiały budowlane. Co jeszcze? Wpisać dowolnie. Wciela się w kilkanaście ról. Każdego dnia nowe kilkanaście. Bezpłciowych ról i zawodów, bo w jej życiu nie ma takiego rozdziału – że coś jest damskie lub męskie. Sama ze sobą chadza na randki. Róże, które uwielbia, kupuje sama sobie cięte lub zasadza w doniczce. Wie, że nie może liczyć na nikogo poza sobą. Wie, że nie ma szans, by to się zmieniło, bo wie, że jest inna. Tylko ona to wie. Nikt inny nie ma o tym pojęcia. Szeregują ją wszędzie tylko nie tam, gdzie stoi jej prawdziwa loża. I nie próbują się dowiedzieć, bo to zbyt czasochłonne, trudne, ciężkie. Ale dla niej nie jest. Ona sobie poradzi. Sama. Udźwignie i siebie i resztę świata. Swoje i twoje problemy.
-To niemożliwe, że on zrobił coś takiego! Przecież on w ogóle na takiego nie wygląda! Co ty opowiadasz? Nie wierzę.
-Zrobił. Zgwałcił emocjonalnie. I nie tylko.
-Gdy patrzę na to zdjęcie, to widzę normalnego, mega sympatycznego gościa. Takiego swojskiego, takiego chłopaka z sąsiedztwa. Nic z tego, co mówisz do niego nie pasuje. Nie posądziłabym go o żadną z tych rzeczy.
-A jednak. Kłamał, oszukiwał, zwodził. Mydlił oczy. Prawił komplementy, by zaciągnąć do łóżka, a tuż po udawał, że mnie nie zna. I po czasie znów to samo. I znów. I znów. I znów. Prawie przez rok.
-Aż mi mózg eksploduje od tych sprzeczności.
-Potem minęły dwa lata. Dwa lata bez kontaktu i nagle powtórka. Odtworzył się scenariusz z pierwszego dnia, gdy go poznałam. Dobra zabawa, dobry nastrój. Taniec, wolność. I zjawia się jak zjawa. Jak i wtedy, tak i teraz. Wyłania się z tłumu. Przechwytuje. Jak gdyby nigdy nic.
-I? Co się stało? Co zrobił?
-Nie wiem. Nie rozumiem.
-Czy zrobił coś bez twojej zgody?
-Tak.
-To… to jest sprawa kryminalna…
-Nie, nie jest. Sama jestem sobie winna. To moja wina. Bo tak bardzo go pokochałam. Czy miłość można skazać? Można osądzić i aresztować?
-Obawiam się, że ty nie wiesz, czym powinna być miłość…
-A to ona nie jest cierpieniem? Bólem? Upokorzeniem? Gwałtem?