Na pełnym morzu

Mieszane przeczucia

Zastanawiałam się niedawno, jak to jest, że gdy mam jakąś czarną wizję i złe przeczucia, to one się spełniają, a jakoś trudno jest mi wyczuć to, co dobre. To, co złe czuję zawsze. To co dobre – chyba wcale. Jednak, gdy tak się zaczęłam nad tym zastanawiać, to zadziały się ciekawe rzeczy. Wszystko wskazuje na to, że czułam je tak samo mocno, ale tego w ogóle nie dostrzegałam. Bo przecież dobrze, jak jest dobrze, prawda?

Pójście samej na wesele kuzyna okazało się najlepszą decyzją. Strzałem w dziesiątkę. A samo wesele najlepszym, na jakim w życiu byłam. W dodatku spotkało mnie coś totalnie nieoczekiwanego. Ale od początku, bo mimo wszystko całkiem kolorowo nie było.

Gdy zaczęły się tańce i zabawy czułam się nieswojo, gdyż były dedykowane parom. Nie powiem – było przykro. Wtedy uciekałam do stołu albo na zewnątrz. Raz do toalety – wyłącznie po to, by się schować. Albo podchodziłam do czaderskiego automatu robiącego drinki i wybierałam coś zacnego z rumem. Mimo wszystko starałam się nie panikować. Włączałam się do rozmów z ciotkami i wujkami oraz kuzynostwem. Przyczepiałam się też w tańcu do wszelkich kółeczek. Nie pomagało silne zachęcanie pań z zespołu do wyjścia na parkiet tych, którzy siedzą. Nie do końca chciałam siedzieć, ale niestety jednocześnie nie byłam w stanie wyjść na parkiet samotnie, podczas gdy wszyscy tańczyli w parach. A przynajmniej wtedy, na początku.

Później, rzecz jasna, impreza się rozkręciła. I rum w mojej krwi wypłynął na pełne morze.

Trzymałam się swojego początkowego założenia – że nie zamierzam się na tym weselu oszczędzać. Dużo jadłam i dużo piłam. Specjalnie też założyłam płaskie buty, by móc równie dużo skakać. I tego także dotrzymałam. Gdy tylko wybrzmiały pierwsze dźwięki „Despacito”…

Mimo mojego nordyckiego kultu, uwielbienia do wszystkiego, co z północy, to właśnie hiszpańskie rytmy budzą we mnie prawdziwego, rasowego byka z corridy. Chyba, że „Highway to hell”, ale ten bal już jest odległą historią.

Tańczyłam, jak szalona. Uwolniłam emocje oraz blokady. Tańczyłam i śpiewałam. A w międzyczasie na sali zjawiła się delegacja z pracy panny młodej. Wśród nich człowiek, którego nie dało się na tym weselu nie zauważyć. Niezwykle energiczny, pozytywny, szalony. Z hipsterską brodą i w bardzo oryginalnym ubraniu. Mój styl. Moja energia. I rozbrzmiał „Mój jest ten kawałek podłogi”.

Wpadłam w ekstazę. Ten utwór dotyka mnie bardzo głęboko emocjonalnie. Mówi o wolności, którą tak szczególnie sobie cenię po wyrwaniu się z rąk manipulantów. Śpiewałam na całe gardło i tańczyłam używając wszystkich mięśni. A wtedy z tą samą mocą przywirował do mnie w tym tańcu on. Nadawaliśmy na swojej unikalnej i mocnej częstotliwości. Chemia pojawiła się momentalnie. Bez słów.

Parę kawałków później mówił do moich rodziców per teść i teściowa, a z zespołem umawiał się, że następnym weselem, na którym zagrają będzie nasze. Zadedykował mi piosenkę. Nigdy w życiu facet nie zrobił dla mnie niczego równie romantycznego. Chociaż było to może i szalone, może i mieliśmy za dużo procentów we krwi, ale to było tak cholernie pięknie! Na tym polega życie. Szanuję to całą sobą. Tak, historie z powieści zdarzają się naprawdę.

Jak to się dalej potoczy? Nie wiem. Wszystko w moich rękach. Widzę przed sobą strachy z przeszłości. Boję się. Nic jeszcze nie zrobiłam i nie wiem, czy zrobię. W każdym razie ten dzień był naprawdę magiczny. Jak dla mnie ta historia mogłaby na tym poprzestać, bo to już i tak bardzo dużo. I może właśnie lepiej będzie to zostawić, by nie zepsuć wspomnień? Czemu znów zakładam, że coś się popsuje… Intuicja czy strach?

Dostałam zaproszenie na to wesele, zaledwie w parę dni po wielkim, luksusowym balu, na którym bawiłam się tak pięknie z Tym o Topazowych Oczach. Dlatego to właśnie do niego skierowałam pytanie, czy nie zechciałby się ze mną na to wesele wybrać. Niestety, moja wiadomość została zignorowana. Udał, że nie przeczytał, chociaż ja wiem, że to zrobił od razu. Nie doczekałam się żadnej odpowiedzi. Tym bardziej postanowiłam się już nikogo nie prosić, nie żebrać i odważnie stawić czoła sytuacji idąc samemu.

Czułam, że to będzie udana uroczystość i świetna zabawa. Naprawdę to czułam. Mimo, że było dobre. Da się wyczuć to, co dobre. Trzeba tylko zwracać uwagę na szczegóły. Pozorny spokój, wręcz nuda, mogą być niczym innym tylko właśnie pozytywnym przeczuciem.

A co to jest mieszane przeczucie? Gdy wiesz, że niedługo zobaczysz mężczyznę, który bardzo mocno ci się podoba, ale ten mężczyzna to… twój dentysta, który zamierza cię dziś doprowadzić do bólu wyrywając spróchniałą ósemkę! Tak… to było bardzo mieszane uczucie! Na szczęście wyjątkowo łagodnie to zniosłam. W końcu miałam dodatkowe znieczulenie…

No to teraz dylemat – co mam zrobić z szalonym hipsterem z wesela?

Verified by MonsterInsights