Chimeryczne stworzenia
Powinno się pisać regularnie, żeby być w formie. Do tego trzeba się trochę zmusić. Wenę da się opanować. To wbrew pozorom żaden chimeryczny stwór. Systematyczność i odpowiednia organizacja zawsze potrafią zdziałać dużo i zawsze się na tym dobrze wychodzi. Tylko, co jeśli to już przestaje robić wrażenie?
Ostatnio wiele rzeczy przestaje robić na mnie wrażenie lub już przestało. Jest coraz mniej tematów, które są w stanie jakoś mnie zaaferować. Czy to pozytywnie, czy negatywnie. Często pisząc tego bloga myślałam sobie: „dobrze by było, jakby ten czy tamten to przeczytał – pójdzie mu w pięty!” albo „niech ludzkość się wreszcie do cholery obudzi!” albo „jak mi to zajebiście wyszło! jaka psychodela! jestę artystę!” albo „przeszłam traumę – niech ktoś usłyszy mój krzyk!” albo „zaraz umrę, to jedyna deska ratunku” albo „kocham go, może jakimś cudem przeczyta i…”.
Teraz mam to wszystko w dupie.
Nie obchodzi mnie nic z powyższych. Niech czyta kto chce, kiedy chce albo niech nie czyta nikt. Wszystko mi jedno. Nie po to to robię. Nawet te depresyjne myśli jakoś tak zaczęłam wyłapywać w firewalla (wolę pojęcie „ogniomurek”) i coraz częściej zamiast wypisania się, uruchamia się we mnie wewnętrzny głos, który mówi: „To tylko emocje. Przetrzymaj. To zaraz minie i zobaczysz sprawę zupełnie inaczej. Przetrzymaj. Przetrzymaj. Przetrzymaj… wikińska duszo…”.
Ten głos pojawia się również podczas pozytywnych doświadczeń: „To tylko emocje. Nie ma sensu się podniecać. One miną i sprawa zacznie wyglądać zupełnie inaczej. To na pewno nie jest takie kolorowe, jak teraz to widzisz. Przetrzymaj. Przetrzymaj. Przetrzymaj… wikińska duszo…”.
I tak oto, chroniąc siebie przed zagładą spowodowaną chronicznym stresem oraz miłosnymi traumami, nauczyłam się gasić emocje. Trzymać je w ryzach. Poddawać suchej logice, systematyczności i odpowiedniej organizacji. To wbrew pozorom żadne chimeryczne stworzenia.
Inteligencja dzisiejszych czasów brzydzi się emocji i uczuć. Tego nie wypada okazywać. To prostackie. Szef w korpo, gdy zada mu się trudne pytanie, na które nie zna odpowiedzi bądź boi się jej szczerze wygłosić, zacznie swoją wypowiedź od serdecznego uśmiechu i tekstu: „I to jest bardzo dobre pytanie! Dziękuję ci za to!”. A potem poleje się woda. Za nic w świecie nie pokaże strachu ani zdenerwowania. Nie rzuci kurwą czy innym weźspierdalajczłowieku. Facet, któremu wpadniesz w oko, ale zamierza cię tylko przelecieć, za nic w świecie nie powie tego wprost. Zamiast tego nagle zacznie zalewać cię komplementami – to będzie taka lawina. Gdy cię nie widzi, to nie masz pojęcia o jego istnieniu, a gdy nagle cię zobaczy i zapali mu się alarm w spodniach, to momentalnie słyszysz od niego całą litanię błogosławieństw. Może nawet coś wspomnieć o uczuciach. A gdy ty się zakochasz i wylewasz swoją lawinę czystych emocji, bardzo czasem intensywnych, to zostajesz potraktowana, jak prostaczka i wariatka. Zatem jedyną i słuszną opcją jest postępowanie według ścisłych zasad. Odpowiadanie wyuczonymi tekstami – wprost ze szkoleń. Ukrywanie prawdziwych emocji – ściskanie ich w sobie do porzygu. Lawirowanie i wprowadzanie w błąd – zasłona dymna. Przyklejanie uśmiechu do łez i łez do uśmiechu. Malowanie trawy na zielono – nawet jeśli jest zielona. Maska i zbroja ponad wszystko! W końcu i tak jest wojna.
Która nigdy się nie skończy.
A co by było, gdyby puścić te stworzenia wolno? Skończyłby się świat czy dopiero zaczął?