Niezmienna
Pewne rzeczy się nie zmieniają, a inne tak. Jestem zmienną. Jestem zmianą. Nie boję się zmian. Pozmieniałam w swoim życiu już chyba wszystko, co możliwe. Pracę, miejsca zamieszkania, fryzury, samochody. I męża na brak męża. Ale jedno jest niezmienne. Moja Skandynawia.
Trudno to wytłumaczyć. Moja energia rośnie, gdy tylko otaczam się czymś, co skandynawskie. Każda wizyta w Ikei to takie moje SPA dla ducha. Muzyka, książki, filmy czy seriale sprawiają, że rosnę. Nauka norweskiego, choć czasami bywa trudno, daje mi ogromną satysfakcję, mimo że wiem, iż uczę się wyłącznie dla tej satysfakcji. Bliskość z naturą – morze czy góry, najlepiej sam na sam i z muzyką – wtedy się wzruszam. Jestem pewna, że ma to związek z moim przeszłym życiem albo i kilkoma wcieleniami. Jestem też pewna, kto z tych skandynawskich moich byłych żyć jest tu teraz ze mną. Rozpoznaję tych ludzi po oczach. Moje mają kolor głębi zimnego morza, a moi bliscy mają oczy topazowe. Z tym charakterystycznym blaskiem, którego nie odważyłabym się opisać. Bo tego nie da się zrobić. To jest i ja już wiem.
Aczkolwiek topazowi zwykle przychodzą do mnie z ciężką lekcją. Właściwie to zawsze. Jak do tej pory.
Jestem ogromnie ciekawa, jaki kolor oczu ma ten Wiking, który przyjdzie do mnie z miłością. Tą Prawdziwą. I jestem dziwnie przekonana, że on wcale nie ma topazowych oczu ani żadnej odmiany niebieskiego. Żeby nie było zbyt łatwo.
Czasem patrzę na swoje życiowe góry i przepaści i zastanawiam się, dlaczego. Głupie to jednak pytanie. To jestem ja. To moja droga. Nigdy w życiu nie wybieram łatwiejszych opcji. Taka po prostu jestem i dokładnie taka jest moja życiowa wędrówka.
Muszę przyznać, że najtrudniejsze w wybieraniu tych mniej popularnych szlaków i tych bardziej stromych jest to, że idę tamtędy sama bądź w towarzystwie nielicznych. I nie dlatego, że idę sama bądź w towarzystwie nielicznych, lecz dlatego, że tym, którzy kroczą szlakiem łatwiejszym się to nie podoba. Jakby trudniejszy szlak nie dość był wymagający, to tamci z daleka dorzucają kamieni.
Tyle tylko, że to, wbrew ich oczekiwaniom, mnie wzmacnia, zamiast osłabiać.
Myślę, że w końcu zaakceptowałam to, że nie zamieszkam w Skandynawii w tym życiu. Moja dusza długo się buntowała. Poczucie bycia na obczyźnie towarzyszy mi odkąd pamiętam. Poczucia bycia nie na swoim miejscu. Zapewne stąd te liczne zmiany w moim życiu. I tak nadal nie czuję się Polką. Nie wiem, czy kiedykolwiek się poczuję. Wiem jednak, że muszę tutaj zostać, bo teraz moja misja jest dokładnie tutaj. Nie potrafię sobie wyobrazić porzucenia dotychczasowego życia i przeprowadzki. Mimo wszystko. Nie mogłabym tego zrobić mojemu dziecku. A gdybym była sama? Już chyba też nie. Coś czuję, że narodziłam się, jako Polka bo wyruszyłam za swoją Miłością. Coś czuję, że tylko wielka Miłość mogła mnie tu przygnać z mojej ukochanej Skandynawii. Inaczej nie dałabym się w to wrobić!
I coś czuję, że to dobra historia na powieść.
Bo pewne rzeczy się nie zmieniają.