Na pełnym morzu

Cicho wszędzie, głucho wszędzie

Gubię się w czasoprzestrzeni. Nadal myślę, że mam dziewięćdziesiąt albo i sto lat, wszędzie widzę liczbę trzydzieści siedem, a duchy z przeszłości nieoczekiwanie wyrastają w mojej głowie z migawkami traum, które wyrządziły. Ostatni czas jest szczególny. Przeszłość przelatuje mi przed oczami każdego dnia. Ta czarna przeszłość. Jakbym była u schyłku życia.

Za chwilę miną dwa lata od śmierci dziadka. Zabił go covid w czasie, gdy jeszcze nie było szczepionek. Dwa lata to niby sporo czasu, ale dla mnie to nic. Ja go i tak ciągle widzę czy raczej czuję. Nie mogę powiedzieć, że go nie ma. To naprawdę mocne. I trudne do objęcia rozumem, pomimo ciągłego poszerzania świadomości i rozwoju duchowego. Z jednej strony wiem, że on jest i jednocześnie wiem, że go już nie ma. Niełatwo to zebrać do kupy. Czuję tęsknotę za jego poprzednią formą, że tak to ujmę. Ale czemu? Że niby była lepsza? No i właśnie tego nie potrafię zrozumieć. Stwierdzenie, że jego nie ma od dwóch lat jest dla mnie nieprawdziwe. Albo to pojęcie dwóch lat zmieniło swoje znaczenie? Dwa lata w tym kontekście są dla mnie niczym.

Swoją drogą, niemal za każdym razem, gdy dziadek do mnie „dzwoni” we śnie, to ja momentalnie odzyskuję świadomość, że jestem w stanie snu, ale wiem że dziadek jest naprawdę i wówczas wykorzystuję ten przebłysk, by go zapytać, jak tam jest. Jestem ciekawska i uparta. Ciągle chcę się dowiedzieć tego samego, ale zawsze wtedy połączenie zostaje zerwane. Dziadek się tajemniczo uśmiecha, a ja się budzę. I ja wiem, że on mi nie powie albo nie powie za dużo, ale i tak się pytam. Za każdym jednak razem odbieram poczucie, że jest po prostu dobrze. Bez zbędnych szczegółów, które tak mnie intrygują, a które ja sama wiem, że mi nie wolno jest ich poznać, bo zburzyłoby to moją życiową misję. Lub w inny sposób nie pomogło.

A wracając do tych złych duchów i to nawet całkiem żywych. Kolejne zjawisko, którego nie rozumiem. Wiem, że przełom października i listopada to czas, gdy granica z zaświatami jest wyjątkowo cienka, zatem wszelkie kontakty ze zmarłymi są w tym czasie wręcz naturalne, ale dlaczego tak intensywnie przypominają mi się ludzie z przeszłości, którzy wyrządzili mi krzywdę, to tego już do końca nie pojmuję. Spróbuję to wydedukować. Aktualny okres w roku to również czas pogrzebania przeszłości. Odcięcia i nowego startu. To okres często nazywany nowym rokiem duchowym. I sądzę, że to jest klucz do zagadki. Pożegnanie traum i złych ludzi. A niech wam ziemia lekką będzie! Znikajcie!

Pozostaje jeszcze tylko trzydzieści siedem. Może takiego Jego imię?

Na maturze z polskiego wybrałam temat oparty o „Dziady”. Wszyscy inni wybrali ten drugi. To dzieło nigdy nie przestanie mnie fascynować – szczególnie część czwarta i trzecia.

Verified by MonsterInsights