Bombka czy bomba?
A jak się mogę czuć? Jakoś muszę. Nigdy nie dam tego po sobie poznać, jak jest naprawdę. To wiem tylko ja i tak musi zostać. Można tyle napisać, wywalić na stół wnętrzności niczym rybie flaki. Mimo wszystko jest jedno, jedyne miejsce, takie malutkie i niedostępne. Takie zaszyfrowane, głęboko zakopane i zabudowane. Tam nikt nie ma i nie miał wstępu. I wiem, że nikt go nigdy już nie otrzyma. Albo i nie wiem?
Poranne, zimowe niebo w kilkustopniowym mrozie jest nieobliczalnie piękne. Przebijające się przez nie słoneczne promienie takie mozaikowo pastelowe. Czas w takich chwilach przestaje istnieć. A tak właściwie to, co też się z nim ostatnio dzieje? Bo widzę, że dzieje się dużo. Chyba zbyt wiele.
Prawie nie pamiętam roku 2021. Czy on się już wydarzył?
Znalazłam dziś bilety kolejowe do Berlina z listopada 2019 roku, ale nie mam pojęcia, czy z nich skorzystałam. Skąd te luki? I skąd wrażenie, że rok 2022 dopiero nadejdzie?
Zobaczyłam cztery bliźniacze płomienie. I dowiedziałam się, że to nie mogło mieć miejsca ani czasu.
Zobaczyłam sielski, rodzinny obrazek z letniego Bornholmu. Dlaczego zobaczyłam na nim coś, co widziałam już dużo wcześniej. Wypisałam komuś przyszłość? A może sobie?
I to trzydzieści siedem. Czy w tym wieku umrę?
W zasadzie i tak już jestem duchem. Prawie nie czuję swojego ciała. Stałam się bezpłciowa i nijaka na zewnątrz. Wiem, że mam tę powłokę na sobie i szanuję ją bardzo, lecz coś mi się z nią zerwało. Jakieś połączenie lub jego część. Miewam niemal codziennie silne dreszcze, których nie mogę łatwo opanować. Ewidentnie coś nie łączy.
Jak sobie z tym radzę? Tak, jak ze wszystkim. Myślę o przyszłości. I za dużo myślę. Myślenie nie boli. Albo boli mniej.
Zajebanie bombki z choinki na oczach dziecka było wybitnie epickie. Gratulacje graczu, właśnie odblokowałeś nowy poziom!
Poziom?