Sztorm

Det kjærlighet ved første blik

Moje serce jest złamane. Krwawi i wyje z bólu oraz tęsknoty. Nie wiem, czy tak powinno być. Nie wiem, czy mam prawo to uczucie nazywać tym najwyższym. Nie wiem, co się ze mną stało i nie wiem, jak mam zapomnieć czy odpuścić. Nie mam już sił. Mogę się zamrozić, oddalić, żyć życiem zakonnicy, a wystarczy jedno spojrzenie, nawet takie po roku i na nowo wszystko odżywa, jak gdyby nigdy nic.

Tyle przez niego wycierpiałam i cierpieniu nadal nie ma końca, ale ostatecznie nie potrafię źle o nim myśleć. Wyczuwam go na odległość. Nie jestem w stanie opisać, co działo się już na kilka tygodni przed tym, nim znów go ujrzałam. Nie dość powiedzieć, że ja wiedziałam, że go wkrótce spotkam. Ja to po prostu odczuwałam każdym atomem mojego ciała.

Nie potrafię się związać z nikim innym ani nawet na nikogo innego spojrzeć. Nie chcę i nie potrafię szukać kogoś innego. Co najwyżej łudzę się, próbuję siebie oszukać. Lecz moje serce jest zajęte od niemal czterech lat.

Przez rok, odkąd widziałam go po raz ostatni, przez ten cholerny rok żyłam na jakimś autopilocie. Tak samo, jak wcześniej przez dwa lata. Aż nagle go ujrzałam. Nasze spojrzenia znów się spotkały, a ja na siłę przed tym uciekałam i uciekłam. I teraz od kilku dni zmagam się z niewyobrażalnym bólem i depresją. Autopilot już nie działa. Jestem rozchwiana, wyję wieczorami, tak jak i teraz. Nie rozumiem tego i przez to wyję jeszcze bardziej.

Czuję, że umieram. Czuję, że nie dam rady tego przetrwać. Prosiłam już o wsparcie tam po drugiej stronie, aby skrócono moją służbę tu na Ziemi i przyspieszono datę śmierci. Nie chcę, tym razem nie chcę tego robić sama. Wiem, że mogę tylko złożyć podanie i to zrobiłam.

To miłość od pierwszego wejrzenia. Siódmego czerwca dwa dziewiętnaście. Topazowe oczy. Karpacz. Początek mojego nowego życia. Jestem bezsilna wobec tego uczucia. Wróciłam do punktu wyjścia. Zatoczyłam koło i nie zdołałam nic zrobić. Niczego się nauczyć. Niczego zrozumieć. Jestem dalej tak samo głupia i naiwna. I tak samo zakochana.

Na ostatniej lekcji norweskiego pojawiło się to zdanie: „det kjærlighet ved første blik”, czyli miłość od pierwszego wejrzenia. Wyjątkowo emocjonalnie zwróciłam na nie uwagę. Zaraz następnego dnia ujrzałam Go po niemal roku.

Jeśli nie byłam dotąd pewna, czym tak naprawdę jest miłość i jaką ma moc, to teraz już wiem. Nigdy do nikogo tego nie czułam. Wiecie, co jest najgorsze i jednocześnie najlepsze? Że gdy źle o nim mówię, piszę, myślę, to momentalnie sama czuję się, jak gówno. Jakbym te słowa i myśli rzucała w samą siebie.

Leżę na dnie siódmego kręgu piekła i kocham, i umieram.

Mam trzydzieści jeden lat.

Verified by MonsterInsights