Trzydzieści pięć
Przybiłam szczęśliwie do portu numer trzydzieści pięć! Byk wysiadł na ląd i jakby luksusowo, z przytupem, dumnie i pewnie wkroczył w nowy rozdział. Oby zaczął się mniej dramatycznie, jak ten poprzedni.
Rok temu, dzień po urodzinach najpierw spotkała mnie wielka radość, a potem jeszcze większe rozczarowanie. Wyłam w Uberze. A po wejściu do mieszkania wyłam w holu. Łzy dosłownie płynęły po posadzce. Gardło się zdzierało. Serce rozerwane na miliony kawałków. Krzyczałam tylko potem sama do siebie „du må leve” – czyli „musisz żyć”. Tak, krzyczałam po norwesku, bo to miało mocniejszy wydźwięk. A musiałam się jakoś powstrzymać, chociaż nie wierzyłam, że jest po co.
Na szczęście wytrzymałość byka mi pomogła. Potem rzuciłam się w wir pracy, w której nie było łatwo. Bo potem z kolei to ta praca mnie przygniotła, choć miała być odskocznią.
Teraz, gdy to piszę zbliża się dwudziesta trzydzieści. To znaczy, że za parę minut równo wybije moja data urodzin. W czasie zachodzącego słońca. I wschodzącego skorpiona.
To był trudny rok. Niemal na każdym polu. Moja psychika balansowała na krawędzi szaleństwa. Nie raz. I nie dwa. Ale to, ile się nauczyłam, czego doświadczyłam, co odkryłam, ile się o sobie dowiedziałam oraz ile dowiedziałam się o innych, to jest niewyobrażalnie cenne, wartościowe i wyłącznie moje. Mogę być z siebie dumna. Przetrwałam. Przeżyłam. Wyciągnęłam intrygujące wnioski i obserwacje.
Nie wiem, ile razy – konkretnie w tej mojej drugiej połowie skorpiona – zmieniałam fryzurę. I to była szalona przygoda! Świetnie bawiłam się solo na dwóch weselach. Na ich wspomnienie uśmiech sam maluje mi się na twarzy. Ponadto, rozkręciłam się na Tik Toku wychodząc zacnie ze strefy boomera i już mam pełno pomysłów, jak dalej go poprowadzić. Wydałam samodzielnie kolejną powieść i już tworzę następną. Ale to nie wszystko. Odnalazłam się w całkiem nowej dziedzinie sztuki i niesamowicie się tym jaram. Chociaż jestem jeszcze bardzo niepewna, to jednak powolutku to się przełamuje.
Pomimo trudów życia z rozwalonym sercem, popękaną duszą, udało mi się mocno rozwinąć artystycznie oraz duchowo. I to właśnie jest największa, osobista wygrana roku trzydziestego czwartego.
Jestem gotowa na kolejną, wielką podróż!
Mam trzydzieści pięć lat!
I jestem bezczelnie dumna! I nie wstydzę się wieku!
Wszystko się skalibrowało.
Mam trzydzieści pięć lat!