Na pełnym morzu

20 kroków do blondu

Dziś będzie krótko.

  1. Zapisałam się do fryzjera na kolor – oczywiście zimny, jak lodowiec blond.
  2. Przyszłam na wizytę, a pani mi powiedziała, że mamy tylko 2h i ona nie zdąży bo trzeba dekoloryzację zrobić.
  3. Zapytałam o inne możliwości – cokolwiek, co da się zrobić w 2h bo nie mogę patrzeć na to co mam na głowie.
  4. Możliwości brak.
  5. Poza jedną – umówić nową wizytę w innym salonie z sieciówki na następny dzień.
  6. Tak zrobiłam.
  7. Na drugi dzień w innym salonie z sieciówki przyjęła mnie ta sama pani.
  8. Przy czym miała drugą panią do konsultacji.
  9. Ustaliły, że ogarną to pasemkami, bo najbezpieczniej.
  10. Zgodziłam się.
  11. Robota się zaczęła. Pasemek było podejrzanie mało, a kolor farby podejrzanie nieznajomy (rozjaśniałam włosy regularnie przez kilka lat, wiec zapach amoniaku i lodowaty kolor farby znam na pamięć).
  12. Mycie, suszenie i… mam to, co miałam. Jedyna różnica to gdzieniegdzie jakieś srebrne niteczki – kropka w kropkę, jak kolejne siwe włosy, których nie znoszę.
  13. Panie się wykłócały, że to jest blond, że trzeba pod innym światłem, że to się wymyje i będzie lepiej widać.
  14. I tak miałam zamiar zapłacić, chociaż nie powinnam.
  15. Drugi dzień z rzędu wyszłam z salonu ze łzami w oczach. Wizyta trwała nieco ponad 2h i nie było żadnej dekoloryzacji.
  16. A potem poszłam do Rossmanna po rozjaśniacz i toner.
  17. Rozrobiłam w domu w osłonce doniczkowej i nałożyłam pędzelkiem spożywczym z ikei bo miałam akurat dwa.
  18. Tak, jest żółto i rudawo, ale o niebo lepiej! Wolę moje rude żółtko niż brak efektu i nijakość.
  19. JLD to sieć, której od lat ufam właśnie dlatego, że tylko tam zawsze robili mi blondy, jakie chciałam bez najmniejszego problemu i niezależnie, w ręce którego fryzjera wpadłam – każdy sobie poradził. Wszyscy byli na mega wysokim poziomie.
  20. JLD – co się z Wami stało?! Rozpaczam.

Verified by MonsterInsights