Na pełnym morzu

Ale to nieważne

Dziecko zasnęło, miałam oglądać serial. Po dwudziestej drugiej, całkiem późno. Trochę chyba za późno, aby robić coś innego niż serial bądź sen. A już na pewno, by pisać do ludzi. Ale coś męczyło, podpowiadało. Pretekst sam wpadł w scrollujące social media ręce. I nagle – klik – wyślij. Po czym minęła prawie godzina. Serial zastopowany na ekranie tytułowym. Nie zdążył się zacząć, a już mógłby się skończyć. Ale to nieważne.

Zdaję sobie sprawę, że nie mogłam wyglądać normalnie szczerząc się do telefonu. Ale to nieważne. Dawno się tak nie czułam. Pęka jakiś wstrętny kokon i zaczynam łapać powietrze.

Boję się tylko, że to tylko na chwilę. Boję się nie tylko o to i w ogóle się boję. Ale to nieważne.

Nie chcę się bać. Już nie chcę się bać.

Zauważyłam, że my kobiety mamy banie się w DNA. A najbardziej boimy się siebie. Tego, jak wyglądamy. Tego, czy jesteśmy wystarczające. Nie pchamy się na kierownicze stanowiska lub z nich uciekamy, bo boimy się, że nie podołamy obowiązkom (jak baby to do garów, ale szefami kuchni w restauracjach są głównie mężczyźni – co tutaj poszło nie tak?). Tak samo szerokim łukiem omijamy pewne branże, bo boimy się, że to może za trudne albo za jakieś. Tylko, że nikt nam niczego nie utrudnia. My same sobie robimy mętlik w głowie. Same siebie kopiemy i nierzadko siebie nawzajem kopiemy.

Nienawidzę tego strachu. On odbiera życie.

Czy ja już pisałam o tym, że największym złem tego świata jest strach? Zapewne pisałam. Zatem powtarzam – największym złem tego świata jest strach. To zło pierwotne, które rodzi wszelkie inne zła.

Mam ochotę dziś popisać bez ładu i składu. Tak chyba lubię najbardziej. Pełna wolność i swoboda metafor.

Dlatego właśnie na tym skończę. Bo tak. A bo mogę.

Naprawdę czułam się jak nastolatka. Przed ekranem telefonu. Niemalże w środku nocy.

To uczucie jest warte przezwyciężenia strachu.

I może dużo, dużo więcej warte?

Verified by MonsterInsights