Na pełnym morzu

Egzamin poprawkowy

Czasami, często, właściwie zawsze tak jest. Idziesz, mozolnie do przodu, pod górę, z wysiłku ledwie widzisz na oczy. Zastanawiasz się, czy to w ogóle działa, czy ma sens. Masz nierzadko wrażenie stania w miejscu. Gdy nagle dociśnie cię wszystko ze wszech stron, myślisz, że zaraz umrzesz i jesteś pewien, że nie dość, iż stoisz w miejscu, a wręcz się cofasz, czy też spadasz po ostrych skałach, to wtedy przychodzi ta jedna chwila. Jeden moment, jeden strzał. Kurtyna i zmiana scenografii. Wszystko się odmieniło i dalej trwa w przemianie.

A ucieczka powoduje, że automatycznie dostajesz trudniejszą trasę. Czy tego chcesz, czy nie.

Nieustannie zauważam tę zależność – gdy tylko się zawaham, zrobię krok do tyłu i ucieknę, to wówczas życie serwuje mi egzamin poprawkowy. W gorszych warunkach. Co jest całkiem logiczne.

Najlepsze w tym całym szaleństwie jest to, że gdy już go zdasz, to zapominasz o całym bólu, żalu, czymkolwiek negatywnym, co musiało cię doprowadzić do tego miejsca. I oto jest właśnie dowód na to, że zdałeś.

Jeśli nadal czujesz, przeżywasz, rozpamiętujesz, to wiedz, że to jeszcze nie koniec.

Przestałam czuć. Zarówno jedno, jak i drugie. Zarówno tego, którego określałam mianam BP, jak i wszystko inne wokół. To już jest takie nieważne. Nie mam pojęcia, czy określałam prawidłowo, ale któż to pojęcie ma? Ilu oświeconych duchowo, tyle definicji.

Czasem, gdy się przestanie czuć to jest bardzo niefajnie, ale innym razem to jest właśnie wyższy poziom energetyczny. Co jest całkiem logiczne.

Albo i nie.

W każdym razie idę dalej. I nie uciekam. Już nie chcę od niczego i nikogo uciekać. Ani czekać na kogoś, kto nigdy nie czekał.

Został mi jeszcze jeden egzamin poprawkowy. Bardzo ważny. Myślę, że najważniejszy. Zawaliłam na całej linii i teraz muszę to naprawić.

Chcę czekać na kogoś, kto kiedyś czekał na mnie.

Verified by MonsterInsights