Prowokacja, by kiedyś czasem nie żałować straconego czasu
Kim jesteś? Jesteś tu codziennie. Czytasz. To ważne. To jest naprawdę dla mnie ważne. Zapewne, jak znam życie, jak znam to prawdziwe życie, które istnieje po wyrwaniu się z kokonu, zapewne na tyle, na ile je znam nie jesteś tym, kim chciałabym żebyś był.
Ale przynajmniej czytasz. A przynajmniej takie wrażenie sprawiasz.
Czytaj dalej, bo trzeba czytać. I pozwól swoim emocjom płynąć. Bo trzeba je puszczać wolno.
Jesteśmy, jak stado kosmitów z różnych planet. Ba, z różnych gwiazdozbiorów i galaktyk. Jak armia zombie. Oszołomieni, chaotyczni. Poparzeni i sparzeni. Kiedyś wierzyliśmy w piękny świat i pięknych ludzi. Wszystko było proste. Do momentu. Tego jednego momentu, gdy ktoś niepostrzeżenie podsunął nam czerwoną pigułkę.
Otworzyliśmy oczy, zostaliśmy skrzywdzeni i potem sami krzywdziliśmy. Pragniemy tego, co było i jednocześnie przed tym uciekamy, bo wiemy, że to była iluzja. Pragniemy tego, co było w aktualnych realiach, ale raz dotknięci złem siejemy je dalej. Nie pozwalamy się nawzajem tknąć. Krążymy w błędnym kole. A ból łagodzimy kolejnymi podróżami, zgłuszamy sportem, coraz bardziej wymyślnymi pasjami.
Ukazuje mi się dwadzieścia dwa i jedenaście. Magiczne liczby. Widzę je coraz częściej.
Gdy się z tym wszystkim wreszcie pogodzimy, wybaczymy, zrozumiemy, zdejmiemy maski i zbroje, może minąć jeszcze wiele lat. Będziemy starszymi ludźmi. Może bardzo starymi. Może już nie zdążymy zrobić tego wszystkiego, co powinniśmy teraz. Teraz jesteśmy w szoku, nad którym nie panujemy.
Pięć dwa osiem be. Tylko tyle wiem. Praktycznie tylko tyle. I nic mi się nie zgadza.
Intuicja mówi coś innego niż Ty. Zatem prowokuję.
I muszę milczeć, choć wcale nie mam na to ochoty. Muszę, ponieważ mam zasady. Nie wtrącam się. Intuicja intuicją, ale przekazane fakty przekazanymi faktami. Żelaznymi.
Ja milczę, a Ty czytasz? Czyżby?