Na pełnym morzu

Zdrowa relacja

Czy miłość jest równa miłości? Ile jest miłości w miłości? Czy kochać dla każdego znaczy to samo? Wyobraź sobie, że bukiet czerwonych róż jest dla ciebie przejawem najgłębszego uczucia, a dla obdarowanej osoby to nic szczególnego. Albo lekki dotyk, komplement – będzie dla ciebie oznaką czegoś poważnego – sprawi, że poczujesz się wyjątkowo, podczas gdy w rzeczywistości ta osoba traktuje tak niemal wszystkich i dla niej te gesty znaczą tyle, ile dla ciebie powiedzenie „dzień dobry” sąsiadowi. Skąd mamy wiedzieć, że poznaliśmy osobę mówiącą tym samym językiem?

Znikąd. Jedyne, co można to ufać intuicji i mieć świadomość różnorodności.

To jedna z największych trudności tego świata. I zarazem żartu życia. Dwoje ludzi może się kochać do szaleństwa, ale żadne z nich nie będzie wierzyło w miłość tego drugiego. Bo on zrobił coś, co się nie kwalifikuje w moim pojęciu miłości. I na odwrót. A on przecież zrobił coś, co się dokładnie kwalifikuje w jego pojęciu wielkiej miłości.

Podobno trzeba rozmawiać o uczuciach. Ale czy to na pewno jest rozwiązanie? Czy to wystarczy? Czy wystarczy powiedzieć obcokrajowcowi, że w moim języku na ten przedmiot tak się mówi, a na tamten tak? Może i zapamięta. A może nie. I co dalej? Co gdy będzie chciał porozmawiać o sprawach dotąd nie przetłumaczonych? Ile życia należy poświęcić, by nauczyć go całego języka? Jednocześnie ucząc się jego mowy. Czy to w ogóle ma jakiś sens?

A co to znaczy nauczyć kogoś mojego języka miłości? Czyż nie chodzi o nauczenie całego mnie? Czy to w ogóle ma jakiś sens?

Nie da się zaprogramować kogoś na rozumienie ciebie. Tak uważam.

Samotność wydaję się być zatem jedyną, zdrową relacją.

To już ostatnie godziny drugiej w tym roku retrogradacji Merkurego, która na dodatek tym razem odbyła się w zespole z innymi planetami. Czysty kataklizm. Wiele rzeczy odmawiało działania, szwankowała komunikacja, powracały duchy z przeszłości. Mimo wszystko zniosłam to lepiej niż na wiosnę. I przy okazji tych duchów z przeszłości udało mi się spłacić pewien dług i oczyścić relację. A tak przynajmniej mi się wydaję. Co jednak najważniejsze i najciekawsze – przełamałam się ze śpiewaniem. To największy plus.

Z każdej retrogradacji należy wyciągać coś pozytywnego. Poprzednia sprawiła, że przypomniało mi się Kelly Family, których piosenki świetnie się śpiewa, a obecna otworzyła mnie na ten śpiew. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak nagrać kolejny Śpiewowpis z piosenką od Kelly Family – jako uwieńczenie tejże osobliwej fanaberii Merkurego. Już ostatniej. Teraz to już tylko do przodu i nowe początki!

Ucieka mi ten rok między palcami. Zostało mi zaledwie około półtora miesiąca z półrocza byka. A potem… A potem nadejdzie szaleństwo! No i dobrze. Zbyt długo moja kolejna powieść leży odłogiem. Potrzebuję mocy skorpiona, by znów przejść na swoją mroczną stronę, gdzie pokłady weny są nieskończone.

Wygląda na to, że i moja relacja z mrokiem jest równie zdrowa.

Verified by MonsterInsights