Psychodela
Obudziłam się dziś nie wiedząc, który jest dzień tygodnia ani gdzie jestem. Czasami zdarzy się zbyt daleko odlecieć we śnie. Albo przemęczyć niepostrzeżenie. Innym razem z kolei wpada się na idiotyczne pomysły. Jak na przykład założyć sobie jawnego Tindera.
To jest naprawdę jakaś porażka. Chyba znów nie wytrzymam przynajmniej tygodnia. Ta aplikacja albo mnie wkurza albo nudzi. Wkurza mnie z racji tego, że nic się nie wydarza. A nudzi z racji tego, że nic się nie wydarza. Zbiorowisko skrajnych introwertyków lubiących sobie pomilczeć w parze. I to nawet miałoby swój niemały urok, gdyby się siedziało obok, lecz tak zdalnie… to jednak nie ma żadnego uroku.
Poprzysięgłam sobie, że już się pierwsza nie odezwę. Zawsze tak robiłam. Ze wszystkimi – pierwszy krok, inicjatywa, pomysł na randkę. Wszystko musiałam ciągnąć, planować, organizować. I zostawałam na koniec sama. Sama w ogóle lub sama w związku. Bo każdy tylko z tego czerpał, wykorzystywał, a potem znikał. Niektóre kobiety drwią z kwiatków wręczanych na randkach. A ja o tym marzę, bo ja tego praktycznie nie doświadczyłam. Marzę o tym, by ktoś zabrał mnie na randkę i postawił zwykłą kawę. Piję proste americano – bez mleka ani cukru ani niczego. Żaden duży wydatek. Marzę o czerwonej róży i zwykłej, czarnej kawie. Czy to naprawdę jest poprzeczka nie do przeskoczenia dla dzisiejszych mężczyzn? Naprawdę wymagam zbyt wiele?
Marzę o tym, by nie musieć wybierać lokalu, by nie musieć wymyślać tego, jak spędzić czas. Dość się nawymyślam każdego dnia w pracy i w życiu. Dość się muszę nagimnastykować umysłem i lawirować, by ogarnąć rzeczywistość. Uwielbiam wymyślać i pisać rozmaite opowiadania, historie, powieści, scenariusze, ale… Ale zaimponuje mi ten, który będzie w stanie mnie w tym wyręczyć choćby na chwilę. Ten, który będzie miał jakąś inicjatywę i minimum wyobraźni. Ten, który wreszcie coś z siebie da zamiast bezczynnie patrzeć na mnie i brać bez umiaru.
Jezusmaria, ja właśnie przedstawiłam gotową instrukcję do siebie na tacy – znów ułatwiłam, choć już wreszcie i kategorycznie zakazuję sobie tego robić! Tylko pytanie komu będzie się chciało na tyle mną zainteresować, aby odkryć i czytać tego bloga? Kto dziś w ogóle czyta ze zrozumieniem?
Przerzucając kolejne sterty kart na lewo nie czuję nic. Żadnego pociągu. Jakby mężczyźni przestali mnie interesować. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy może jednak nie wolę kobiet – no jednak nie. I potem oglądam kolejne wyrzeźbione gołe klaty z siłowni i zamiast uderzenia gorąca robi mi się niedobrze. Zbiera mi się na wymioty. Czytam kolejne opisy typu „bądź taka”, „tylko nie bądź taka” – zbiera mi się na wymioty. Widzę kolejnego kolarza, podróżnika i tancerza bachaty – zbiera mi się na wymioty. Mdli mnie od nijakości. I jednocześnie mam wyrzuty sumienia, bo przecież wiem, że to niełatwe tak się przedstawić. Że tam – chyba – jest jakiś żywy, czujący człowiek, który na pewno jest jedyny w swoim rodzaju i wspaniały, lecz kompletnie nie potrafi tego pokazać i próbuje wpisać się w jakieś trendy. Mdli mnie więc i boli mnie i żal mi jest. To nie jest zdrowa mieszanka emocji.
Zresztą, niezależnie od tego, jaki jest opis i zdjęcia, to potem i tak jest milczenie. Nie ma na to żadnej reguły. Czy czekam, czy sama zacznę – i tak jest milczenie. Czy człowiek oryginalny czy całkiem standardowo wpisany w trendy – i tak jest milczenie.
Chwila, a może ta aplikacja ma awarie? Jest przesiąknięta błędami? Wdrożyli bez testów? Czyżby?
A może to jest po prostu tak, że jeśli coś jest przeznaczone, to nie ma siły, by to się nie wydarzyło? Najwidoczniej, idąc tym tropem, moim przeznaczeniem jest samotność. Ale nie narzekam. Już do niej przywykłam. Na pewno nie będę próbowała się z niej wyrwać na siłę.
Przywykłam? Przecież ja nigdy tak naprawdę nie byłam w związku! Nie przywykłam – ja tak po prostu żyję od początku. Samotność jest mną, a ja jestem nią. Psychodela.
Może uda mi się zaśpiewać Chylińską?