Na pełnym morzu

Alien

Drugie podejście od wczoraj do napisania czegoś. Nie znoszę tego uczucia. Wewnątrz kłębią się jakieś emocje, które chciałoby się wypisać, a potem siedzę nad białą, wirtualną kartką. I nic. Dlatego dziś zaczynam od czegokolwiek. Bo być może wyjdzie coś z niczego.

Energia ciężka w powietrzu. Można by nożem ciąć. Przypominają mi się rozmaite sceny. Oczy się tak szeroko otwierają na zaprzeszłe tematy. Sezon wagi nie bez powodu jest sezonem sprawiedliwości i dążenia do równowagi. A do tego jeszcze zbliżające się wielkimi krokami zaćmienie.

Statystyki dowodzą, że co najmniej jedna trzecia mężczyzn na Tinderze to mężczyźni w związkach. Czy ogółem w jakichś mniej lub bardziej romantycznych relacjach. Na polskim Tinderze, bo za granicą to nawet ponad połowa. A ja tak bardzo wierzyłam i tak bardzo opierałam swoje założenia na tym fałszerstwie. Już prawie chciałam sobie powiedzieć, że byłam naiwną kretynką. Ale już tego nie powiem. To nie ja tutaj byłam i nie jestem żadną kretynką. Podchodziłam zawsze do sprawy sto procent uczciwie i zakładałam, że tam po drugiej stronie jest podobnie. Jestem i byłam jedną z nielicznych z jakimiś wartościami i mogę być z tego dumna. Przykre jednak jest to, że w te wartości mało kto wierzy i z góry zakłada, że jestem taka sama. Jak większość. Przykre, jak brudny stał się ten świat. Przykre, że ludzie z wartościami są traktowani, jak kosmici.

Tindera znów skasowałam szybciej niż zdążyłam w pełni założyć. Przepadły pieniądze, bo nawet nabrałam się na to ich Gold konto. Ale mam to gdzieś. Żadne pieniądze nie są warte narażania swojego zdrowia i życia. Wystarczył krótki czas, może tydzień, by znów musieć się regenerować i bandażować emocjonalne skaleczenia. Nie, ja się nawet nie zauroczyłam. Nie o to chodzi. Zabolał mnie sam widok fałszu, obłudy, wyrachowania i emocjonalnego dna czy też upośledzenia.

Dlaczego ja ciągle wolę spędzać wolny czas w swoich czterech ścianach z kotem i muzyką? Czy po prostu w samotności? Z dala od ludzi. I dziś też od nich uciekłam mając zupełnie wolny wieczór. Uciekłam, zamknęłam się w domu i odetchnęłam z cholerną ulgą. Mimo, że lubię tych ludzi.

Jadąc dziś wieczornym tramwajem naszła mnie tak myśl – jeśli ktoś by mnie zamordował i upozorował samobójstwo, to czy ktokolwiek nabrałby wątpliwości, że to może jednak nie było samobójstwo? Zaczęłam się nad tym zastanawiać i uznałam, że nikt nie miałby wątpliwości. Mam jakiś taki ultra depresyjny wajb przez tę moją introwertyczność, że naprawdę nie wierzę iż ktokolwiek nabrałby jakichkolwiek wątpliwości. Zatem moi potencjalni zabójcy – macie wolną drogę. Jedna tylko prośba – upozorujcie to samobójstwo w jakiś epicki i niebanalny sposób, ok? Nie znoszę nudy ani zeroromantycznych aktów.

Nawet śniło mi się niedawno, jak do mojego mieszkania wtargnął jakiś młodzieniec z podkreślonymi czarną konturówką oczami i próbował podciąć mi gardło nożem do tapet. Słaby pomysł. Jeśli już nożyk do tapet, to do cięcia żył na rękach. Taki pro tip.

Skorpion nadchodzi. Słyszę już stukot jego niebotycznie wysokich obcasów. I czuję tę odurzającą, namiętną oraz toksyczną woń. Jeszcze tylko dwa tygodnie.

Wiecie, że moja Wenus jest w bliźniętach, a Mars w wodniku? Mieszanka kosmiczna. Tak bardzo, że zgłębiam tajniki astrologii, by spróbować siebie zrozumieć. Konwencjonalne metody nigdy nie działały.

Ale właśnie to jest piękne.

Verified by MonsterInsights