Jesieni magiczna, jesieni tragiczna
Tak bardzo nie jestem zakochana i tak bardzo się tym uczuciem braku uczucia raczę. Bo zakochanie kojarzy mi się wyłącznie z cierpieniem. Czekasz, czy się odezwie, czekasz na gest jakiś, zerkasz na ten cholerny telefon w oczekiwaniu wiadomości, liczysz na wsparcie, które się nie pojawia. I tak dalej, i tak dalej. Bez tego jest tak bardzo lżej.
Jesień to najpiękniejsza pora roku. A w tym roku jakoś szczególnie mi się podoba. Kojarzy mi się z Norwegią. Może dlatego, że będąc tam w środku lipca mogłam liczyć na podobne temperatury, co tutaj w październiku.
Ta unosząca się mgła i wilgoć powietrza, kolorowe liście kontrastujące na tle błękitnego nieba. Nie jest za ciepło ani za zimno. Pojawiają się grzyby i krem z dyni. Góry o tej porze roku są bajeczne. Wieczory długie i magiczne. Czuję, że budzi się do życia moja mroczna strona. Mroczna w tym pozytywnym sensie. Ta twórcza, wrażliwa, transformująca. No właśnie, zaledwie niecały tydzień do moich półurodzin. I zaledwie dwa dni do sezonu skorpiona.
Niestety, na piękno tej jesieni został rzucony tragiczny cień wydarzenia, które miało miejsce w tym tygodniu na Łazarzu. To mną wstrząsnęło. Jako matka nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego bólu. Ani zaakceptować, że to się miało prawo wydarzyć. Mój mózg nie jest w stanie sobie tego poukładać. Zaczęłam rozmyślać czy istnieje adekwatna kara za tak potworny czyn. Chyba nie. Karma po czymś takim będzie ciągnęła się całymi wiekami. A i to może nie wystarczyć.
I z drugiej strony tej strasznej historii wyłonił się bohater. Zwykły, prosty człowiek. Żaden miglanc z korporacji, żaden laluś dbający o rzeźbę na modnej siłowni i liczący ilość białka w spożytym białku, pijący latte na sojowym czy szpanujący markowymi ubraniami z logo wywalonym na pół klaty. Tacy stali obok i patrzyli. Tak jak patrzą w ekrany smartfonów. Może gdyby zobaczyli tę tragedię na relacji na Instragramie, to wówczas by zareagowali? Wysłali swoją reakcję w postaci emotikony… Nie napiszę już nic więcej, poza tym, że na szczęście są jeszcze szlachetni ludzie na tym świecie i to jest niewątpliwie cień nadziei w tej całej zatrważającej historii.
Widzę dwadzieścia jeden i dwadzieścia jeden dnia dwudziestego pierwszego. Uwielbiam takie magiczne sygnały. Właśnie… i po co czekać na wiadomość w telefonie, skoro wszechświat wysyła dużo lepsze? Trzeba tylko otworzyć oczy.