Bez wyrazu
Spróbuję. Wyjdzie zapewne bez większego polotu, ale cóż. Straciłam swoją dzikość i mam podejrzenie dlaczego. Jakiś czas temu skusiła mnie instagramowa reklama pewnego słowackiego specyfiku – mieszanki witaminowej dla kobiet, która stabilizuje gospodarkę hormonalną. Czysty, naturalny skład. Same zioła i witaminy. Podziałało. Naprawdę rewelacyjnie podziałało. Tylko jedną rzecz popsuło.
Zaledwie po kliku dniach stosowania tego eliksiru przestałam odczuwać PMS, a wkrótce zjawiony okres był jakiś taki nienormalnie wręcz łagodny. Normalnie – bo podobno okres ma nie boleć i w ogóle, ale dla mnie to zawsze były dni wycięte z życiorysu, zarówno przed, jak i po ciąży. W każdym razie byłam zachwycona, że nie muszę się zwijać w paragraf ani siedzieć pół dnia na kiblu. Ale to nie wszystko. Do cudownych objawów stosowania tejże mieszanki zaczynały dołączać kolejne: mniejszy stres, dużo mniejszy stres i w ogólności jakaś taka dziwna psychiczna odporność, poprawiona cera, zmniejszony apetyt na słodkie, ładniejsze włosy (i chyba paznokcie, ale mam je pod żelem od dłuższego czasu, więc ciężko stwierdzić), mniejsze zmęczenie oraz tak po prostu znacznie lepsze samopoczucie zarówno fizyczne, jak i psychiczne, bez względu na fazę cyklu. I zastanawiałam się, jak to w ogóle możliwe – tak samo się zastanawiałam, jak te panie z reklam. Serio. I nie wiem nadal, ale odkryłam coś, co sprawia, że już nie będę tego stosować. Mimo wszystko.
Jedynym wytłumaczeniem mojego braku weny jest właśnie ten eliksir. Ta psychiczna odporność, którą on powoduje – to tutaj jest pies pogrzebany. Mieszanka sprawia, że moje hormony grzecznie siadają w ławkach i wszystko jest takie do porzygu stabilne. Ale to nie ja! To nie jestem ja!
Zdałam sobie sprawę, że o niebo bardziej wolę być tą wariatką, którą stałam się od pierwszego dnia dojrzewania, tą emocjonalną, tą wiecznie zestresowaną, tą depresyjno-maniakalną, aniżeli mieć bezbolesny okres czy brak PMS! Cała moja fizyka jest intensywna, dynamiczna – tak jak ja w środku, na duszy. Okres musi mnie boleć! I to jeszcze jak! I musi być PMS, podczas którego mam ochotę mordować albo popełniać samobójstwo – równo miesiąc w miesiąc, niemal o tej samej porze. Taka już jestem i absolutnie nie chcę tego zmieniać!
To, czego nienawidzę najbardziej to obojętność, nijakość, szarość. I nawet jeśli jestem nie do końca zdrowa, a wyleczenie oznacza właśnie tę nudną stabilność, to ja mówię temu NIE!
Wypiję ostatnie opakowanie do reszty, by dopełnić jakiś cykl i by zniknęło z domu, a potem wracam do siebie. Ile można siedzieć na wakacjach od samej siebie?
Także tak, reklama nie kłamała. To działa i działa wyjątkowo dobrze. Niestety dla mnie.
2 komentarze
M
Co to za specyfik? Chętnie kupię!
Anna Dolatowska
To Vellena (https://vellena.pl/), ale jak coś – ostrzegałam 🙂