Cesarzowi, co cesarskie
Nie zrobiłam tego i nie zrobię. Rozmaite demony krążyły mi po głowie. Może nie jestem już tak odważna jak kiedyś? A może właśnie dość odważna, by zacząć wreszcie bronić siebie. Zadałam sobie kilka pytań.
To ryzyko, że zostanę odrzucona, że popłyną plotki, że będzie mi gorzko i przykro albo że zostanę wykorzystana. Zadałam sobie pytanie, na ile kocham siebie, by podjąć to ryzyko? Jeśli dbam o swoje zdrowie, a ktoś zaproponuje mi narkotyki, to czy odważę się zaryzykować? Odpowiedź jest tylko jedna. Nie.
Tylko głupi będzie oczekiwał odmiennych rezultatów nic nie zmieniając. To działanie byłoby kolejnym z serii, które do tej pory przysporzyły mi wyłącznie problemów i bólu złamanego serca. Nie stać mnie już na to.
Owszem, być może ten człowiek jest inny. Być może podążając starymi schematami akurat tutaj znalazłabym anomalię i wszystko skończyłoby się bajkowym happy endem. Niestety, biorąc pod uwagę moje doświadczenie nie mam na to żadnych szans, bo jeszcze nigdy takiej anomalii nie spotkałam.
Być może na szali jest właśnie ta bajka, a może nie? Może być niekoniecznie coś złego, ale zaledwie pośredniego, co i tak nie da mi tego szczęścia, które szukam.
Jeszcze jest intuicja, która zna mnie najlepiej i zawsze dobrze podpowiada. Czy aby na pewno zawsze, w szczególności kiedy w grę wchodzą silne emocje? Ciężko jest wówczas usłyszeć jej prawdziwy podszept.
I jest jeszcze logika, która rozkładając sprawę na czynniki pierwsze nie zauważa żadnego, jednoznacznego i konkretnego zachowania ze strony tego mężczyzny, a więc nie ma podstaw, by wychodzić z jakąkolwiek inicjatywą w jego stronę. A przecież on ma dokładnie takie same środki i możliwości zrobienia jakiegoś kroku w moją stronę. Ma i nie stało się nic do tej pory.
Owszem, ale co jeśli on trafiał do tej pory na takie same księżniczki, jak moi książęta i wysnuł dokładnie te same wnioski, które ja wysnuwam? Będziemy wówczas żyć w impasie. Żadne z nas nie zrobi kroku, a ta magiczna chemia w końcu umrze w naszych wspomnieniach. Przecież przychodzimy tu by doświadczać, prawda?
Tylko, że ja już rzygam doświadczaniem złamanego serca. Przez moment przeszło mi przez myśl, że chciałabym być tą niewinną i ufną dziewczyną, co kiedyś – wówczas już dawno miałabym tę wiadomość wysłaną. Tylko, że tamta dziewczyna zaprowadziła mnie dokładnie w to miejsce, w którym teraz stoję. I nie jestem szczęśliwa.
Piszę o łamaniu stereotypów i tak kusi, by złamać kolejny, ale są jeszcze instynkty. Naturalne instynkty, które totalnie podświadomie dają mężczyznom satysfakcję ze zdobywania, a kobietom z bycia zdobywaną. Można wierzyć w przeróżne rzeczy, ale tego, co zapisane w DNA się nie przeskoczy. Gwałcąc te zasady w ostateczności on nie doceniłby mojej odwagi, straciłabym kobiecość w jego oczach, a z kolei on męstwo w moich. Stalibyśmy się wobec siebie rywalami bądź oschłymi i obojętnymi, a nie partnerami i wzajemnym dopełnieniem.
Powinnam teraz pójść dalej. Dać czasowi czas. Pogodzić się z sytuacją i kroczyć, jak królowa. Tak długo na to pracowałam, aby się nią stać i tyle bólu w miłości doświadczyłam. Nie wolno mi tego nie uszanować.