Na pełnym morzu

Pierścionek

Cykl dobiega końca. Zapinamy pasy!

Patrzę na siebie – uznaję, że znacząco przytyłam. Potem odwracam od tego uwagę i nagle czuję, że jestem potwornie głodna. Tylko, że nie wiem na co mam apetyt. Wymyślałam w głowie różne rzeczy i nic mi do końca nie podchodziło. W końcu znów zaczynam zwracać uwagę na swoją figurę i stwierdzam, że wyglądam zajebiście. Jak milion dolarów. Jak królowa. Wszystko, absolutnie wszystko mi się w sobie podoba.

Tylko ten głód. No nic, trzeba się wybrać do sklepu i tam pobłądzić, jak błądziłam w myślach. Ubieram spodnie – i nie wiem, co do nich dopasować. Zakładam bluzkę, niby ok. No to dalej buty, torebka, już mam wychodzić i nagle stwierdzam, że nie rozumiem, czemu mam te spodnie na sobie w tej chwili i jeszcze w szafie w ogóle. Przecież są okropne. Niedopasowane jakieś. Ściągam je z siebie z wściekłością i znów gapię się na półki w szafie. Uznaję, że jednak jestem potwornie gruba. Ale mobilizuję się jakoś, bo słońce zachodzi. Udaje się wreszcie wyjść z domu.

Nie wiem, co mam kupić. Po drodze niczego nie wymyśliłam. Wchodzę do sklepu. Mówię sobie, żeby tylko nic glutenowego bo od tego się puchnie jeszcze bardziej. Lecz za chwile wpada mi w oko ciasto pistacjowo-pomarańczowe. Nowość jakaś. Oboże, jakże musiałam się powstrzymać! Gluten odstrasza, więc idę dalej. Czipsy, chrupki – rozmaite. Tak bardzo chwyciłabym za kilka paczek. Takich najbardziej pikantnych. Ale przypominam sobie, że jestem gruba, a to jest strasznie słone i tłuste. No nic – idę do warzyw. Patrzę na pomidory malinowe – dwa rodzaje. Waham się, z której skrzynki wziąć aż nagle podchodzi do mnie przemiła pani. Mówi, żebym wzięła tamte, bo one się mocno różnią ceną i ona właśnie się pokapowała i przyszła wymienić. Oboże, jakże się wzruszyłam! Ktoś obcy tak zupełnie bezinteresownie mi pomógł – nie mieszczą mi się już w głowie takie rzeczy. Łzy mi naszły do oczu. A to tylko głupie pomidory…

Z tych emocji puszczają hamulce i chwytam za dwie zupki chińskie. No coś trującego muszę dziś zjeść, bo inaczej zjem siebie. Takie najbardziej pikantne. Cudo!

Skoro są pikantne to trzeba je później jeszcze jakoś osłodzić. Ileż ciastek po drodze mieszało mi w głowie! Ale uznałam, że lepsze będą orzeszki w karmelu. I tak, dokładnie tak – właśnie w tym momencie uznałam, że na to mam ochotę. Zupki chińskie i orzeszki w karmelu. Czemu wcześniej nie wpadłam na to wybitne połączenie?

Nie wiedzieć też czemu dostałam nagłej chęci zakupu pierścionka. Najlepiej złotego. Takiego za dużo pięniędzy, chociaż mam na koncie sto złotych, bo jest przecież tuż przed wypłatą. To normalne, że tuż przed wypłatą mam prawie zero na koncie i żyję z karty kredytowej. Za spożywkę o wartości pięćdziesiąt złotych też wtedy płacę kredytówką. Żeby nie ryzykować, że nie zdołam opłacić jakiegoś abonamentu na Netflixa, bo jaki byłby sens jeść tę zupkę chińską z orzeszkami bez towarzystwa Bridgertonów?

I tak mnie naszło z tym pierścionkiem. To normalne, że najdroższe zakupy czynię zawsze wtedy, gdy jestem tuż przed wypłatą. I wyczerpuję kredytówkę do maksa. No więc tak mnie naszło, że nie mogłam się oderwać od buszowania po sklepach internetowych. Potem olśniło mnie, że nie wiem, jaki mam rozmiar bo przez całe wieki nie nosiłam żadnych pierścionków. Poszłam do szkatułki, żeby sprawdzić średnicę tych, które są mi dobre. I odkryłam coś wstrząsającego.

Brakuje jednego. Złotego. Od babci. Z dużym, błękitnym, kwadratowym oczkiem.

Wściekłam się na siebie, że tak późno zajrzałam do tej szkatułki. Mam swoje podejrzenia. Wpuściłam do swojego domu złodzieja. Wiem kto i kiedy to zrobił, więc wściekła jestem na siebie, że dopiero się zorientowałam.

Ale.

Złodzieju! Z wiedźmą się nie zadziera. Szczególnie, kiedy jest tuż przed okresem. Szczególnie, kiedy ma ascendent w skorpionie i dwadzieścia siedem w dniu urodzenia. Oraz inne ciekawe aspekty w kosmogramie, które sprawiają, że potrafię sprawić, by karma przyszła szybciej i była bardziej dotkliwa.

Lepiej zapnij pasy!

Verified by MonsterInsights