Sklep Magika Mechanika
Nie wiem czy mam dość siły, by wierzyć w to, co nakazuje mi karma. Jakiekolwiek moje działania w tym kierunku nie przyniosły, jak dotąd żadnego rezultatu. Absolutnie żadnego. Mam wrażenie, że nie robię żadnego postępu, a wręcz się cofam. Czegokolwiek bym nie zmieniła albo zostawiła – rezultat pozostaje ten sam.
Nic nie chce drgnąć. Jakbym odbijała się od ściany. Czuję jakąś potworną blokadę, której nie jestem w stanie pokonać. Żadna afirmacja nie działa. Żadne rytuały. Ani żadne odpuszczanie. Czuję się uwięziona w martwym punkcie.
Najbardziej przeraża to, że nie działa odpuszczanie. To strasznie przytłacza. Nie ma wyjścia i nawet rezygnacja z tego wyjścia nie daje ukojenia. Niczego już nie rozumiem. Cała ta moja wędrówka duchowa zdaje się być tkwieniem w miejscu. Wydaję mi się, że przemierzyłam całe mile, a tymczasem nadal siedzę w domu. Siedzę w domu?
Nic nie rozumiem.
Widzę tylko to, co mogłoby się stać. Obrazy mojej alternatywnej rzeczywistości przemykają gdzieś obok. Za szybą. To tak, jak w baśni Jana Brzechwy o stalowym jeżu. Stalowy jeż musiał ściśle trzymać się jednej ścieżki, by osiągnąć swój cel. Ale po drodze mijał piękne krajobrazy, które kusiły go i zachęcały do zboczenia z kursu. On nie zbaczał, twardo szedł tą jedną drogą. Mroczną, pełną przeszkód, samotności, chłodu i lodu. Będąc tuż przed końcem swej pełnej niedoli wędrówki napotkały go jeszcze większe trudności aniżeli w ciągu całej poprzedniej trasy razem wziętej. Wytrwał jednak, przeszedł wszystkie próby i stoczył ostateczną walkę, po której jego kolczasty pancerz popękał i opadł. Przestał być kolczastym jeżem. Spod pancerza wyszła delikatna dziewczyna. Zauroczyła księcia i została królową. A potem te wszystkie piękne i kuszące krainy, które wcześniej widziała gdzieś obok, stały się od teraz jej rzeczywistością.
To helvegen. Droga przez piekło.
Droga, którą nawet nie wiesz, czy kroczysz. Bo ta wiedza daje nadzieję, że w końcu się gdzieś dotrze. Byłaby zatem bardzo komfortowa. Bez niej jesteś spętany własnym strachem. Dusisz się i nic nie widzisz. Idziesz w zupełnym mroku. Zwyczajnie cierpisz. I nie wiesz, czy istnieje lekarstwo bądź cokolwiek, co może dać ci ulgę. I nikt wokół nie zna twojej przypadłości. Nie jest w stanie ci pomóc. To zupełnie, jak bardzo rzadka choroba, o której większość lekarzy nigdy nie słyszała.
Ja już nawet przestałam tworzyć projekcje przed snem. Przez całe lata roztaczałam barwne wizje bajecznej przyszłości. Oglądałam je jak film ze sobą w roli głównej. Teraz zamykam oczy i nic już nie widzę. Pragnę tylko, by przetrwać.
A czasem nawet tego już nie pragnę.
Może mi nie wolno?
A może dążę do czegoś, co nie istnieje?
Czy mój pancerz kiedyś pęknie?