Na pełnym morzu

Chłopak z Pustyni

Dziś bez niespodzianek. Znów pokłosie wyjazdu. Przed wycieczką bardzo się bałam, a jakieś dziwne głosy w głowie mówiły mi, że mogę stamtąd nie wrócić. Myślałam, że to tylko strach. W rzeczywistości to jednak była intuicja. Fizycznie wróciłam, ale mentalnie i duchowo – absolutnie nie. I nie wiem, czy to kiedyś nastąpi.

Przepadłam na pustyni. Ależ romantycznie!

Właśnie, bo dziś będzie romantycznie. Zamierzam rozłożyć na czynniki pierwsze moje niezwykle zaskakujące – oczywiście mnie samą – zauroczenie chłopakiem z pustyni. A raczej Chłopakiem z Pustyni. Niechże to będzie taki jego, powiedzmy, poetycki pseudonim.

Nigdy, przenigdy w życiu nie odważyłabym się choćby przez chwilę pomyśleć, że może mi się spodobać mężczyzna z nieco ciemniejszą karnacją oraz czarnymi oczami i włosami. Mnie? Tak zakochanej od wieków w nordycko-germańskim typie urody! Tak zakochanej w tych błękitnych oczach i blond włosach! I tych pociągłych, ostrych i kanciastych rysach twarzy z wysokim czołem oraz smukłej sylwetce. Serio?

Ano serio.

I to mało powiedziane, że serio, ponieważ mój zachwyt nad arabskim typem urody jest tak silny, że chyba nigdy równie mocno nie zachwyciłam się nikim aryjskim (jeśli tak ten typ mogę poprawnie politycznie określić). Zupełnie, jakbym się ciągle blokowała na chociażby brunetów oraz wszystkich po tej ciemniejszej stronie aparycji i teraz ta blokada puściła, a ja wręcz wariuję i opanować się nie mogę, zupełnie, jak dziecko, któremu przez lata broniono słodyczy aż nagle wpuszczono do cukierni i pozwolono jeść bez ograniczeń. Wiem, jak to brzmi, ale nic nie poradzę. Może Chłopak z Pustyni rzucił na mnie jakiś urok miłosny?

Sprowadzając temat do bardziej duchowej strony, to zachwyciło mnie coś jeszcze. I raczej to tak naprawdę było decydujące o moim pełnym zauroczeniu.

Konkretność! Działanie! Odwaga! Bezpośredniość, ale nie taka w sensie seksualnym, tylko otwarta komunikacja. I szczerość! O tak, to mnie totalnie urzekło i rozwaliło wszelkie blokady. Momentalnie. Jak pocisk.

Chłopak się nie patyczkował. Zapytał mnie, czy jestem mężatką, powiedział komplement, poprosił o Instagrama. Wszystko wydarzyło się w zaledwie kilkadziesiąt minut, może godzinę od pierwszego wejrzenia. Oboże, jak mi się zawsze marzył taki ktoś!

Właśnie taki – zdecydowany!

Chłopak z Pustyni nie bawił się w żadne gry, podchody. Nie owijał w bawełnę. Wiedział, czego chce i precyzyjnie po to szedł. Bez wahania.

Może to zabrzmi absurdalnie, ale on spełnił moje księżniczkowate marzenie o księciu na białym koniu. Jestem zamknięta w tej swojej wieży, otoczona murem i fosą, którą wybudowały krzywdy wyrządzone przez tych wszystkich niezdecydowanych i grających w gry. I tylko czekam aż zjawi się ten rycerz i po prostu mnie stamtąd zabierze. Natychmiast. I to nawet tak, że nie będę za bardzo miała czasu rozmyślać, czy on mi się podoba. To takie super męskie. Takie super seksowne mentalnie. No i się zjawił On – Chłopak z Pustyni.

Poczułam rzeczywistą ulgę. Znalazł się chłop na pustyni i po prostu poderwał. Ja już wreszcie nie musiałam obmyślać, jak go zagaić, jak do niego się zbliżyć, jaką randkę wymyślić i zorganizować. On to wszystko już ogarnął. Podał mi rękę. Udźwignął.

Jako kobieta, która chcąc i nie chcąc, ale musząc brylować zarówno w kobiecej, jak i męskiej energii czuję się przeciążona. Zwyczajnie przemęczona tym dźwiganiem. Dlatego właśnie facet, w kierunku którego ja muszę coś jeszcze działać i kombinować (oczywiście na etapie zapoznawczym relacji) mnie po prostu męczy, wysysa z resztek energii, truje. A jeszcze potem muszę ciężko myśleć, czy mu się troszeczkę podobam, skoro na mnie spojrzał, ale może jednak nie do końca, no więc się waham, tonę w wątpliwościach. Wpadam przez takich typów w doła, dochujapana! I w efekcie izoluję się w wieży coraz bardziej.

Aż tu nagle, taki młody mężczyzna, prosty chłopak z pustynnej wioski po prostu się zjawia i ogarnia ten cały ambaras. A ja czuję się nagle tak lekko. Tak kobieco. Jak królowa tej pustyni! To było elektryzujące. Magnetyczne. Magiczne.

Lecz trzeba było wrócić. I na nowo zjawić się w swoim środowisku.

Pracuję z niemal samymi mężczyznami i jestem wśród nich niewidzialna. Choćbym nie wiem, jak bardzo się wystroiła i ładnie wymalowała, gdy idę do biura, to żaden z nich nie jest w stanie porozmawiać ze mną nawet o pogodzie. Siedzę w milczeniu z nimi w jednym pokoju przez osiem godzin. Nierzadko dłużej. No więc często ja zagaduję, lecz rozmowa nie rozwija się po drugiej stronie. Jakbym rozmawiała z czatem GPT – zadaję pytanie i dostaję odpowiedź. Nie zadam pytania – nie dostanę odpowiedzi ani pytania.

A tam, na pustyni? Spocona w ponad czterdziestostopniowym upale, z płynącym już powoli makijażem, owinięta w szmaty od góry do dołu. I nagle eksplozja. Zagaduje mnie mężczyzna i jawnie podrywa, tak że nie mam najmniejszych wątpliwości, że mu się naprawdę podobam.

On wydobył ze mnie absolutną kobietę. I to mnie zauroczyło bez pamięci!

Verified by MonsterInsights