Żart życia
Jaki jest największy żart, który sama sobie zrobiłam? Aż nie mogę pojąć, że naprawdę tak mogłam. Że ja tak na serio. Totalnie na poważnie to wzięłam. Kulam się ze śmiechu na samą myśl. I przyznaję, że jestem kreatywna! Oj tak!
I teraz uwaga!
Największy żart mojego życia, który sama sobie wycięłam to:
blondyn z niebieskimi oczami!
Kurtyna.
Naprawdę nie pojmuję teraz, jak ja mogłam się tak zafiksować. Tak zamknąć umysł i serce. To może i śmieszne, ale chyba jednak bardziej tragiczne.
A życie za każdym razem, równiutko pokazywało mi, że blondyn z niebieskimi oczami nie jest dla mnie. Żaden! Absolutnie żaden!
A ja się upierałam i dalej brnęłam w tę głupotę.
A życie cierpliwie swoje. Każdy blondyn z niebieskimi oczami, który skrzyżował ze mną swoją drogę był moim katem. Coraz to jeden, to coraz lepszy. „Lepszy”.
Żaden mnie nigdy nie kochał. Żaden nie wspierał. Każdy wykorzystywał, jak tylko mógł. Traktował przedmiotowo.
Nigdy nie był mi pisany blondyn. Swoją upartością zrobiłam sobie krzywdę. Zablokowałam się. Ograniczyłam. Za to patrząc na to z drugiej strony, to teraz widzę, że przeszłam bardzo karkołomną lekcję i bardzo się cieszę, że wyniosłam z niej odpowiednie wnioski. Szło to może jak po grudzie, ale najważniejsze, że w końcu dotarło. Lepiej późno niż wcale.
Otworzyłam się. Otworzyłam swoje serce, umysł i duszę.
I patrzę teraz w te piękne, czarne oczy i tak bardzo pękam za śmiechu na myśl o tym ideale z blond włosami i niebieskimi oczami. Niebieskie oczy to mam ja i to nimi oczarowałam tego, którego oczarować powinnam.
No i już, wystarczy, bo się rozpłynę. Na „Klan” muszę zdążyć.