Listy do Miłości Życia

List Czwarty

Miłości Mojego Życia,

boli mnie miłość. I nie wiem, czy to miłość, bo innej nie znam, jak tylko tę bolesną, a wydaję mi się, że ta prawdziwa boleć nie powinna. Z drugiej strony prawdziwa miłość nie boi się żadnych emocji. A to, co mnie boli to potworna tęsknota. I bezsilność. I ogólna beznadzieja, ponieważ nie potrafię dać temu szans. One zbyt wiele mnie kosztują. Nie mogę również zapomnieć. I żal mnie gniecie od środka niewyobrażalnie.

Wiesz, ostatnio tak sobie pomyślałam, że być może nie jesteś jedną i jedyną osobą. Że być może moja dusza wybrała taki los, aby tych miłości życia mieć w swoim życiu więcej. No bo gdzie jest niby napisane, skąd pochodzi i czy w ogóle istnieje reguła mówiąca o tym, że każdy ma tylko tę jedną i jedyną połówkę? I tylko raz może zakochać się tak absolutnie mocno? Może ja nie jestem połówką, a jakimś drobnym odłamkiem, który do pełni potrzebuje wielu rozmaitych innych odłamków? To byłoby dużo ciekawsze, bardziej ekscytujące, bardziej w moim stylu. Stworzyłoby piękną i jedyną w swoim rodzaju mozaikę. Patchwork.

Miłości Mojego Życia – pisząc do Ciebie piszę być może do wszystkich, których jeszcze dane mi będzie napotkać. A teraz piszę do Ciebie – do którego płynąca we mnie miłość jest przepełniona ogromną tęsknotą i oddzielona tysiącami kilometrów. Jesteś człowiekiem, dzięki któremu przeszłam Rubikon i nawet nie wiesz, jak bardzo jestem Ci za to wdzięczna. Odblokowałeś mnie na wielu wymiarach. Dzięki Tobie wzrosłam. I mam tylko nadzieję, że i ja wpłynęłam na Ciebie równie mocno. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze się spotkamy w tym wymiarze i na tym pełnym nierówności świecie i to mnie ściska od środka tak, że czasem nie potrafię powstrzymać łez podczas jakichś banalnych czynności dnia codziennego. Podczas tych mniej zwyczajnych zresztą też. Chodzę w żałobie, na którą nie mam recepty.

Pracuję nad czymś, co może w jakiś niewielki chociaż sposób sprawić, że zostaniemy razem na zawsze. Robię to, co potrafię najlepiej. Na nic innego mnie nie stać. Przepraszam.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że słowa „kocham cię” można powiedzieć po, co najmniej dwóch latach związku. Przeraziłam się. Współczuję strasznie tej osobie i osobom, z którymi się związał. Naprawdę jest taka reguła? Ja jej nie widzę i nie uznaję. Ona jest strasznie smutna, ograniczająca i zwyczajnie okrutna. Miłość nie ma reguł i to wiem na pewno. Uważam, że już samo zauroczenie jest miłością, ponieważ bez zauroczenia nie rozwinie się nigdy żadne uczucie. Zauroczenie może mieć różne oblicza. Niekoniecznie to zawsze będzie zachwyt fizyczny. Jedno jest dla mnie pewne i oczywiste – zauroczenie jest, jak embrion. I ja wiem, że na temat momentu, kiedy można mówić o człowieku toczy się pełno sporów i dyskusji. Mimo swoich liberalnych poglądów embrion jest dla mnie człowiekiem, zupełnie tak samo, jak zauroczenie jest dla mnie miłością.

Miłością Mojego Życia, ponieważ dzieje się w moim Życiu. I na moje Życie wpływa.

A.

Verified by MonsterInsights