Mąciwoda
Ostatnio piszę tutaj w rzadszych odstępach, co nie znaczy, że mniej piszę w ogólności. Dopijam poranną kawę, zatem i pora dla mnie nietypowa. Próbuję wykraść trochę czasu z braku czasu, ale to nie o tym, by się tłumaczyć. Zwłaszcza, że brak czasu to nie jest żaden argument. To zawsze kwestia, jak bardzo zależy.
A i to zależy. Nieważne. W każdym razie, tym powolnym wstępem bez ładu i składu poinformować chciałam, że zbliża się koniec roku. Serwery opłacone, zatem popłyniemy dalej. Pytanie tylko, czy nadal na północ? A zresztą, czy ja kiedyś wyraźnie napisałam, że płynę na północ? Nieważne.
Dobrze już, bo aferę rozpętam, że nie lecę tam, dokąd powiedziałam, że lecę. Uspokoić pragnę – to metafora taka tylko była. I polecę tam, gdzie moja od lat Wyimaginowana.
Czuję, że muszę się nieco cenzurować, a to dodaje mi tylko paliwa do działania. Jeśli ktoś pragnie mnie przed czymś powstrzymać krytyką, groźbami, generalnie złymi emocjami, to niech wie, że ja wówczas zrobię dokładnie na odwrót. Z całą przyjemnością po mojej stronie.
Odbieram to zatem, jako wsparcie. Dziękuję.
Czas na podsumowanie roku jeszcze nadejdzie. Jeszcze mam czas na ten czas i muszę się do tego wpisu przygotować, bo będzie on zapewne rozwlekły. Póki co, tak tylko chciałam zasiać parę ziaren zamętu i kontrowersji z lekką nutką metafor wszelakich.
Tak bardzo cisną mi się potężne emocje, które chciałabym wywalić, ale wiem już, że one lubią ciszę. Kiedy nikt nic nie wie, nie widzi, nie czyta i nie słyszy, to wówczas dzieje się najwięcej. Nic nie jest zmącone. I jest bezpieczne. A ja pragnę chronić tego za wszelką cenę, bo wiem, że to coś ważnego.
Czuję wdzięczność. Tak po prostu. I to tyle, co mogę wydusić.
No i cóż? Chyba tak oto zakończę na dziś. Tak tylko znać chciałam dać, że żyję i mam się całkiem dobrze. I, że knuję coś.