Autopilot
Nie mogę się oderwać od wyszukiwania lotów. Skądkolwiek i dokądkolwiek. Chcę znów uciec i zagłuszyć swoje bóle dźwiękiem szumu silników samolotu. To uzależniające. A jeszcze bardziej boli to, że jeden lot już mam od dawna wykupiony, ale…
Nie wolno. To coś zakazanego. Ta destynacja jest mi zakazana. I sama ją sobie zakazałam, bo w tym roku oddaję stery mojego życia całkowicie pod władanie rozumu. Od sześciu lat rządziło serce i zostałam kilkukrotnie poważnie poraniona. Przez to straciłam zaufanie do swojego serca. Ja zwyczajnie nie chcę już cierpieć. I mam nadzieję, że decyzje rozumu przysporzą tego cierpienia choć trochę mniej. Najlepiej by było wcale, ale jestem realistką i wiem, że na tej planecie to niemożliwe.
Zatem siedzę i piszę. I szukam lotów, a potem porzucam wszelkie pomysły spoglądając na konto bankowe. Dużo zarabiam, ale dużo więcej wydaję. Jestem milionerką jednego dnia. I mam ciągle te cholerne trzy kredyty, które zawsze skutecznie ściągają mnie na ziemię.
Znalazłam w zeszłym roku coś, czego tak długo szukałam lecz muszę to oddać z powrotem do wszechświata. Nie jestem godna. Może nie jestem również gotowa. Nie stać mnie na to pod wieloma względami. To bardzo trudne. Trafić na coś, czego się tak długo szukało i zaraz potem musieć z tego zrezygnować z powodu szeregu przeszkód. Klasyczne zderzenie z szarym murem rzeczywistości. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak po prostu pielęgnować to w wyobraźni. Tam nikt i nic nie jest w stanie mi tego odebrać ani w niczym przeszkodzić. I to jest mój wewnętrzny świat, który jest dla mnie całym światem.
Mogę tylko pisać. Mogę aż pisać.
A słowa mają to do siebie, że napędzane cierpieniem płyną, jak szalone silnym potokiem. Potrzebuję tej fali. Oczyszczenia.
Niech mózg decyduje, co zrobić z moim życiem. Ja się wyłączam z tego wszystkiego emocjonalnie. Zamrażam. Niech decyduje wedle praw logiki i wszystkiego innego, co zimne i przyziemne. Ja zapadam w sen. Będę sobie żyła w swoim świecie wewnętrznym. A tu na zewnątrz niech prowadzi autopilot.
I tak miną kolejne lata.
Zazdroszczę starszym ludziom, bo im już niewiele zostało. A ja choć czuję się staro, to i tak wiem, że jestem jeszcze za młoda. Że muszę się tu dusić jeszcze przez długie lata. Kręcić się w tym moim kołowrotku i odliczać każdy rok. Jedyna radość to podróże i pisanie. To mnie jakoś trzyma. I nie pozostało nic innego tylko odliczać od przylotu do wylotu. Zawsze mieć coś zabukowane, żeby móc trzymać się tej iskry i trwać.
Lecz tylko tę jedną podróż muszę odwołać, bo rozum nie każe.
Wypiszę cały żal i jakoś to będzie.
Chyba.