Ruchome piaski
Jestem w jakieś pierdolonej emocjonalnej rozsypce. Znowu. Moje myśli są daleko, moje ciało wykonuje mechanicznie codzienne obowiązki. Jak zaprogramowany automat. Wieczorami siadam i piszę. Przenoszę się do świata, za którym potwornie tęsknię. I potem jest tylko gorzej.
Tęsknię też za Tym, który jest zakazany. I nie wiem już sama, czy zakochałam się w Nim czy w wyobrażeniu na Jego temat. Gdy piszę, to wyobrażenie jeszcze bardziej się ubogaca. Gdy oglądam hiszpańskojęzyczne seriale, widzę tylko jego oczy. Jego czarne, kręcone włosy. I przypominam sobie nasz język, który brzmi romantycznie, delikatnie, melodyjnie. Który brzmi, jak pustynna bryza.
Rozum każe się natychmiast wybudzić i wrócić. A serce chce na nowo bukować bilety.
Czasu coraz mniej. Czuję, że go marnuję. Czuję, że się starzeje w zatrważającym tempie. Nie chcę go obarczać swoją starością. On zasługuje na kogoś lepszego.
Ale ta nadzieja, ta cholerna nadzieja… Ona każe mi wierzyć, że to uczucie niezwykłe. Historia miłosna, żywcem wyrwana z najlepszych powieści, filmów, seriali i muzyki. Taka jedna na milion. Taki jeden na milion. On, taki inny niż wszyscy.
Czy ja znów postradałam zmysły? Czy jestem naiwna? Czy to złudna nadzieja?
Nikt dotąd tak dobrze nie rozumiał mojej wrażliwości. A może mi się tak tylko wydaje? Może coś sobie dopisałam? Coś uroiłam? Fatamorgana? Ruchome piaski?
Pogubiłam się, nie wiem, co dalej robić. Stoję na jakimś rozdrożu. Rozum każe trzymać się faktów. Serce wyrywa się do lotu.
Ciągle pamiętam ten jeden, październikowy, słoneczny i ciepły dzień. Kochałam całym sercem i byłam pewna swego. Unosiłam się dwa metry ponad ziemią. Miałam dwadzieścia lat. A potem zostałam ukarana za swoją radość i miłość. Wylano na mnie wiadro pomyj. Zatrułam się nimi. Zerwałam kontakt i umarłam. Nadszedł listopad, stałam się zombie. Z dnia na dzień z dwudziestolatki stałam się dziewięćdziesięciolatką. Ale serce walczyło. Wyrwało się wraz z pierwszym opadem śniegu. Znów zaczęłam oddychać. Pofrunęłam szczęśliwa na północ. I wróciłam, jak przetrącona. Jakaś przerażona nadchodzącym kolejnym wyjazdem. Strach jest największym złem tego świata. Znów się zatrułam. I doszło do jakiegoś fatalnego nieporozumienia. Czy aby na pewno? Tego nie wiem. Wiem za to, że znów mam dziewięćdziesiąt lat i nie widzę swojej przyszłości.
Jestem w jakieś pierdolonej emocjonalnej rozsypce. Znowu.
Może ja już nie umiem kochać? A może zakochałam się zbyt mocno?
Tęsknię.