Psychosny

Psychosen dziesiąty

Lubię taplać się w mroku. Nie wiem, czy to retro Marsa czy moje półrocze Skorpiona czy to chrzęst mej stali sprawił, że znów zamknęłam się w celi. Śni mi się sen i przychodzi refleksja – ciekawe, jaki sen pojawia się na dzień przed śmiercią? Ktoś pyta w internecie – co byś zrobił człowieku, gdyby śmierć się do ciebie przysiadła w barze i rzekła, że to już czas? Odpowiedziałabym: okej.

Lubię być w depresji. Tak tu spokojnie. Nie ma nikogo. „Nikt cię nie słyszy, bo nikt cię nie słucha. I nikt nie widzi twego odlatującego ducha.”. To mój całkiem naturalny stan, który rozkładam na czynniki pierwsze. Każdą tę cząstkę oglądam pod lupą i analizuję jej strukturę i fakturę.

A wiecie, co jest najfajniejsze? Maska.

Albo i cała ich szafa. Od koloru, do wyboru. Nikt nigdy się nie pokapował. Piękny uśmiech, piękny strój, głośny śmiech, bystry żart.

Lubię ten stan. Jak wiosenny bez.

Trujący bez. Ktoś kiedyś zatruł bez, a potem bez zatruł mnie, a teraz ja zatrułam kogoś.

Słusznie więc zamknęłam się w celi, by odpokutować. To mój naturalny stan, utrwalony setkami wcieleń. Ilekroć próbuję go zmienić – nie wychodzi. Dwadzieścia siedem – no cóż. I po co ta dwójka w tej numerologii? Nie działa. U mnie nie działa.

Lubię ten chłód, ten głód, ten ból. Taki przeszywający duszę na pół. To znak, że jeszcze żyję.

Miłość nie ma nic wspólnego z logiką. I oto pierwszy stopień do piekła.

Jakoś nisko dziś niebo, nieprawdaż?

Verified by MonsterInsights