Na pełnym morzu

Wenus w Baranie

Nie mogę oprzeć się poczuciu, że się skończyłam. Że minął czas i następuje zagłada. Wszystko sypie się, jak domek z kart. Podupadam i nie jestem w stanie tego zatrzymać. Mało tego, to przyspiesza, rośnie wykładniczo. Jakby wybuchła jakaś bomba atomowa i nic już nie czeka poza dalszą degradacją.

Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Zawsze byłam wobec siebie surowa i nigdy nie uważałam się za specjalnie atrakcyjną. Nigdy nie potrafiłam sobie dać pełnej akceptacji albo może ją dawałam w przypływie jakichś przebłysków. Za to teraz wpadłam w sidła procesów starzenia i wiem, że nic pięknego już we mnie nigdy nie będzie.

Bo takie są fakty. Starość nie jest piękna. I nie uważam, by się nad tym rozczulać, kolorować trawę na zielono i pierdolić o samoakceptacji. Znam swoją wartość duchową i jej jestem pewna. Ale moja wartość fizyczna zawsze była przeciętna, a teraz idzie po równi pochyłej prościutko w dół. I nie mam zamiaru się czarować, że miłość na to nie zwraca uwagi, bo tak nie jest. Nie na tej planecie. Zatem jasnym jest dla mnie, że ja już na miłość nie zasługuję. Bo co mam do zaoferowania mężczyźnie? Zmarszczki? Migreny? Trądzik różowaty? Mgłę mózgową? Wypadające i siwiejące włosy? Czy może suchą skórę i wyrzeźbiony cellulit?

Nie jestem kosmitką i wiem, że kobieta, która nie wygląda dobrze, nie liczy się jako potencjalna partnerka. Tak ukształtowała nas natura – dla mężczyzn to jest ważne. To silniejsze od nich i to wcale im nie umniejsza. To logiczne, że wybiorą zawsze tę ładniejszą i młodszą. A cała reszta jest de facto dodatkiem. Fajnie, jeśli taka dziewczyna umie się zachować i wie, co powiedzieć. Fajnie też, jeśli się nie puszcza, bo ma tam jakieś zasady. Ale i tak najfajniej, jak jest po prostu śliczna.

To tak, jak dla nas kobiet zainteresowanie sferą materialną u mężczyzny. To też jest ponad nami. Silniejsze, bo natura w nas to wszczepiła, że kiedy będziemy zachodzić w ciąże i rodzić dzieci, to mamy mieć do tego konkretne warunki. Zatem tak – i piszę to jako kobieta – zawsze będzie dla nas ważne to, czy mężczyzna odpowiednio dużo zarabia, co posiada i generalnie, jak bardzo jest zaradny.

To są takie rzeczy bazowe, instynktowne. Taki must have. Jak tego nie ma, to nikt nie wnika w emocje, duchowość, inteligencję czy wiedzę. Bo po co tracić czas?

Brutalne? Może.

Też mi nie jest łatwo z tym żyć, że poprzez ten instynkt filtruję mężczyzn wokół mnie. Uważam się za osobę mocno uduchowioną, więc to jest dla mnie bardzo gorzka pigułka. Ale wiem, że to jest ode mnie silniejsze. I taka jest o mnie okrutna prawda – nie związałabym się na poważnie z kimś, kto zarabia mniej ode mnie. To jest bazowe, takie zerowe. A potem na pierwszym i kolejnych miejscach jest jego wnętrze i zewnętrze.

Kurtyna.

Dlatego właśnie mam świadomość, że tak jak u kobiet baza jest materialna, to u mężczyzn jest nią wygląd. I to jest dla mnie bardzo logiczne, że nikt nie będzie chciał się na poważnie związać z trzydziesto-prawie-siedmiolatką po rozwodzie. W dodatku z dzieckiem. Bo mężczyźni pragną partnerki ślicznej, zdrowej i młodej, zdolnej do rodzenia i zajmowania się dziećmi, a nie zużytej starzejącej się baby z własnym przychówkiem.

Brutalne? Może.

Na co mogę liczyć w tej sytuacji? O ile mężczyzna bez pieniędzy zawsze może się dorobić, praktycznie w każdym wieku, o tyle kobieta ze swoją ulatującą urodą nie zrobi nic. Może sobie wstrzykiwać, co chce, a to i tak po czasie zniknie. Może iść pod skalpel, ale i to będzie tymczasowe, a tego, co w środku i tak nie zatrzyma. Nie zatrzyma zamykającego się cyklu.

Kurtyna.

To chyba miał być wpis na Dzień Kobiet. Ale Wenus retrograduje i jest w szczerym do bólu, odartym z tęczowych i przesłodzonych uczuć oraz wręcz aroganckim Baranie. Taki mamy klimat.

Verified by MonsterInsights