Na pełnym morzu

Null

Pomyślałam dziś, że nie chciałabym długo żyć. Maksymalnie do pięćdziesiątki. Mam migrenę, więc dotąd ustawiłam granicę. Kiedy jej nie mam, to czuję, że ewentualnie mogłabym pożyć do sześćdziesiątki.

Pytanie tylko, co to za różnica skoro już jestem niewidzialna?

Nigdy się nie czułam tak trupio, jak teraz. I nie mogę pisać o niczym innym, bo nic już innego nie czuję poza pustką. Aczkolwiek pustki się nie czuje i to jest najgorsze. Ona tak osacza i wsysa do jeszcze głębszej nicości, jak czarna dziura. Cokolwiek, co można poczuć, świadczy o tym, że żyjesz. Kiedy nic nie czujesz, to nawet nie, że umarłeś — po prostu wpadłeś w niebyt. Null.

Kiedyś nazywałam ten stan międzywymiarem nicości. I sądzę, że to jest genialne określenie.

Od ponad doby odczuwam fizyczny ból. Boli mnie lewa połowa głowy, oczodół, to samo oko mam przekrwione i łzawiące. Ono się samo zamyka i taki sam ścisk czuję w po tej jednej stronie czaszki, jakby mózg się skurczał niczym macica podczas miesiączki. Rano nawet miałam jakiś zawrót głowy z interferującym obrazem, po południu ciężko mi się oddychało, a wieczorem zrobiłam się jakaś wiotka i słaba. Mimo to uważam, że to wszystko to jest nic. Niczym jest jakikolwiek fizyczny ból w porównaniu do nicości psychicznej, w którą się wpadło. Niczym. I tak zresztą go prawie nie czuję. Niby mam świadomość cierpienia, ale ona jest dla mnie, jak… balsam? Jest jakby za mgłą — jakby namiastką życia. Jakby ktoś włączył tę migrenę po to, by mnie wyrwać z międzywymiaru.

O, jeszcze minutę temu moja głowa pękała, oko gęsto łzawiło aż tu nagle — ktoś wcisnął przycisk. Nie ma niczego. Nic już nie boli, nie łzawi, nie skurcza się. Nic się nie dzieje. Widzę wyraźnie, oddycham żwawo, czuję silny przypływ energii do mięśni i moc, z którą mogłabym wyjść pobiegać. Aj, jeszcze przeszył przez chwilę lekki prąd. Takie przypomnienie, że to mi się nie śniło.

To moje estrogeny. I wiem to bez badań, bo znam doskonale swój organizm. W końcu w nim mieszkam, więc wiem, co się chowa po kątach.

Zastanówcie się wszyscy, nim osądzicie kobietę po jej zachowaniu, jej zmiennościach, zachciankach, czy jak wy to nazywacie — wariactwach? Z hormonami się nie dyskutuje. Z biologią się nie dyskutuje. To żywioł, który należy uszanować. Natura, wobec której wszyscy jesteśmy niczym.

A Księżyc w pełni był zaćmiony. To jest proste, jak dwa do dwóch.

Verified by MonsterInsights