Sztorm

Ponad podziałami i wymiarami

Czy to możliwe, żeby wyczuć kogoś na odległość do tego stopnia, jakby był tuż obok? Poczuć jego obecność, jego ciepło, a nawet słyszeć jego głos? To, co się wydarzyło minionej nocy było magiczne i jestem pewna, że prawdziwe. Że nie zwariowałam.

Około północy czułam, jakby zjawił się tuż obok. Jakby się teleportował. Tak bardzo, bardzo za Nim tęskniłam… aż nagle słuchając muzyki zapanował spokój. Przeświadczenie, że On tu jest, że właśnie spotkaliśmy się na poziomie energetycznym. Czułam dreszcze, choć nie było mi zimno. Czułam radość, spokój i coś, czego nawet nie jestem w stanie opisać. To coś przenikało całe moje ciało w zmysłowy sposób. Na poziomie dużo głębszym niż fizyczny. Widziałam Go w myślach tak wyraźnie, jakby stał obok, a nawet wydawało mi się, jakbym słyszała Jego głos.

Przenikała mnie ogromna miłość, ale i tęsknota za spotkaniem w cztery oczy.

Wiem, że minionej nocy się spotkaliśmy. Nasze dusze się spotkały i padły sobie w ramiona. Tego nie da się oszukać, ani zracjonalizować. Mogę sobie stawiać opór, trzymać się jakiejś głupiej logiki, ale nigdy nie oszukam serca. Nie mogę tak żyć… Nie mogę…

Takie życie to zaledwie przetrwanie. To tak, jakby żyć za szybą.

Wiem, że ostatniej nocy nie zwariowałam, ale wiem też, że moje emocje są jak statek na pełnym morzu podczas sztormu. Kończę pisać powieść i naprawdę nie mogę już wytrzymać tego napięcia. Tak bardzo wczułam się w tę historię, że z trudem się od niej odrywam. Przeżywam ją całą sobą. Im bliżej końca, tym bardziej jestem rozchwiana. I nadal nie jestem pewna jej finału. A zostało już tylko kilka stron…

Ja po prostu pokochałam za mocno… Czy można kochać aż tak, by z tej miłości zrezygnować dla dobra tej drugiej osoby, pomimo rozdzierającego bólu?

Po co ja się w ogóle urodziłam, do cholery?! Po co?!

Verified by MonsterInsights