Na pełnym morzu,  Spokojne ciepłe wody

Dziękuję wam, którzy czuwacie

Czuję potrzebę delikatnego wytłumaczenia się. Ale tylko delikatnego. Otóż, wydaje mi się, że to dość szokujący zwrot akcji, który zadział się gdzieś na przełomie około ostatniego miesiąca mojego życia. Przecież przewalał się sztorm, fala depresyjnych wpisów, a potem nagle ogłoszenie ukończenia powieści i seria wyjazdowa. W dodatku, nie byle jaka! To wyjazd, który odwrócił karty i po którym wracam, jako inna osoba. Magia?

Ależ nie! Miłość po prostu.

Miłość, która niezmiennie trwa od sierpnia. Pomimo tych sztormów, które głównie miałam ze samą sobą – niezmienna. Ona jedna była w tej historii silna i niezmienna.

To miłość, która przyszła mi najtrudniej, ale to ona jest najbardziej ze wszystkich wyjątkowa. Jest ona, potem wielka przepaść i dopiero gdzieś tam wszystkie minione.

Rzeczywiście przez jesień i zimę przechodziłam przez emocjonalne piekło. Bo wywracał się mój dotychczasowy system, w którym funkcjonowałam. Wszystko mi się powywracało do góry nogami. Umierałam, bo umierała dawna ja. Ta rozchwiana, mało asertywna, ta jeszcze ciągle niepewna siebie. Ta, która miała iść tą samą drogą, co inni, pomimo wewnętrznego oporu wobec czyichś norm.

I wiecie co?

Umierałam, wyłam tutaj z bólu, wrzucałam niemalże pogrzebowe relacje na Insta i kto się z bliskich lub dalszych zainteresował? Tylko On i moja Kuzynka.

On wiedział, co się dzieje (i jeszcze nawet ode mnie obrywał… przepraszam Kochanie!), ale Ona nie miała pojęcia. Więc teraz dla Niej słów parę.

Wiem, że czytasz te moje dramy i dziękuję Ci za to – że jesteś i że czuwasz. Wiem, że Cię wtedy trochę zbyłam – taka już jestem, że muszę swoje bóle przetrawić sama. Bo jestem uparta i jak się uprę, że sobie sama poradzę, to nie ma siły, która sprawi, że się poddam. Choć przyznaję, byłam bliska poddania się. Zdawałam sobie sprawę, że to proces, który trzeba przecierpieć. A przynajmniej tak czułam. Poza tym, uwielbiam transformować mrok i zamieniać go na złoty pył oraz tęczę. Albo tęczę iskrzącą od złotego pyłu 🙂 Tak działa mój wewnętrzny skorpion i tak się składa, że w okresie jesienno-zimowym ta bestia szczególnie się uaktywnia. W tym roku był wyjątkowo paskudny. Za to wyprodukował piękną tęczę. Na której nawet rosną soczyste pomarańcze…

Dziękuję. To naprawdę dla mnie wiele znaczy.

A teraz możecie wszyscy pomyśleć, że ta transformacja nie poszła w dobrą stronę. To wszystko brzmi niedorzecznie, jak się tak z boku czyta i spogląda. No cóż, taka moja uroda! Przecież jestem panią nieidealną, wariatką, królową pustyni i… 🙂

…i zapewne nie powiedziałam ostatniego słowa, a na pewno nie postawiłam ostatniej kropki!

Pisanie wychodzi mi lepiej niż przemowy wszelakie. Zatem – do kolejnych ciągów dalszych 🙂

Jeszcze raz dziękuję Wam, którzy czuwacie!

Verified by MonsterInsights