„Chłopak z pustyni” – Premiera
Niepewnym krokiem staram się obudzić swoje social media, aczkolwiek to nie do końca wpisuje się w moje wartości. Nie cierpię wyskakiwać ludziom z lodówki, narzucać się jakkolwiek. Z drugiej strony, trzeba jakoś ogłosić miastu i światu, że „Chłopak z pustyni” właśnie został opublikowany. Na razie w formie eBooka, ale niebawem dołączy również w wersji papierowej.
Obawiam się także odbioru tej powieści. Myślę, że w moich kręgach ta historia może wydawać się kontrowersyjna. A jak znam życie, wiem, że ludzie uwielbiają brać wszystko dosłownie. Mało kto tak naprawdę zdaje sobie sprawę, że istnieje coś takiego, jak fikcja literacka i to odkrycie mną mocno wstrząsnęło kiedy pełna entuzjazmu ogłaszałam swój debiut publikując „Pana idealnego”. Moi znajomi byli (i chyba nadal są) przekonani, że miałam romans z szefem, więc to dlatego się rozwiodłam. Cóż – ano nie miałam nigdy żadnego romansu będąc mężatką, a rozwiodłam się z zupełnie innych powodów. I wiem, że nie powinnam się z tego nikomu tłumaczyć, lecz wiem też, jak wygląda życie po publikacji powieści (dobrze, że nie piszę kryminałów…).
Te i inne kwestie załączają we mnie hamulce przed wychwalaniem się wszem i wobec, że znów wydałam powieść. Z drugiej strony, pragnę, aby pisanie stało się dla mnie czymś więcej niż tylko hobby po pracy, a do tego potrzebny jest jednak jakiś rozgłos. Podobno nieważne, co mówią, a ważne, by w ogóle mówili. Cóż, no może to i racja?
Przechodząc do rzeczy – tak, „Chłopak z pustyni” jest już dostępny! Na razie, jako eBook, którego można nabyć w dwóch miejscach:
- 🛍️ lub u mnie bezpośrednio, w moim skromnym sklepiku: https://www.naffy.io/anna-dolatowska
Z tego miejsca pragnę również poinformować, że na blogu pojawiła się nowa strona – Sklep
Znajdziecie tutaj wszystkie eBooki, które wydałam sama oraz możliwość postawienia mi kawy, jeśli uznacie, że moje pisanie zasługuje na taką nagrodę.
Z trudem mi przychodzi takie nagabywanie, serio. Lecz jeśli celem ma być „rzuć korpo i wyjedź na pustynię”, to jestem w stanie z lekka zanurzyć się w mainstreamie i porobić coś, co robią dziś wszyscy. Ale tylko z lekka i coś czuję, że na chwilę. Muszę wymyślić inny sposób i jak siebie znam, to coś w końcu wymyślę.
A tymczasem, duma mnie rozpiera, że ta powieść powstała, że powstała w tak szybkim tempie i że jej narodziny stały się również nowym początkiem w moim życiu. Czy może już raczej naszym życiu. Premiera tej powieści to także taki nasz 'coming out’ – oficjalnie ogłoszenie światu, że jesteśmy parą, wbrew wszystkim i wszystkiemu.
Mam nadzieję, że zanurzając się w tę historię poczujecie choć odrobinę tej magii, którą ja poczułam. Nie było jednak łatwo objąć jej słowami, ponieważ nie ma takich słów, które dobrze oddałyby to, czego doświadczyłam i nadal doświadczam.
To historia, która nie miała prawa się wydarzyć. To historia z serii tych zakazanych, niedostępnych, nieprawdopodobnych. To historia o granicach – tych mentalnych i dosłownych. To historia niezwykła, a jednocześnie być może klasycznie naiwna. To historia oparta na faktach, ale utkana z czystej wyobraźni, zasilonej potężną, emocjonalną inspiracją. To historia pisana w mroku i chłodzie. W jesienno-zimowej scenerii będącej tłem dla mojej ogromnej wewnętrznej transformacji, która okupiona była nie jednym dramatem, nie jedną bitwą serca z rozumem, nie jednym depresyjnym „poddaję się, nie mam siły dłużej żyć na tym świecie…”.
To historia pisana w czterech ścianach mojego mieszkania, ale i częściowo w urokliwym Ålesund, w Norwegii, podczas świąt Bożego Narodzenia. Historia pisana późnymi wieczorami, po pracy, bez dnia przerwy, świątek, piątek i niedziela, w ulubionym rytmie 500 słów dziennie. Chociaż zazwyczaj było ich dużo więcej.
To historia pisana przede wszystkim z głębi serca i duszy, z głowy pełnej wspomnień po sierpniowej wycieczce do Maroka.
To historia pisana z miłości do człowieka, który dotknął mojej duszy, zanim w ogóle dotknął mojego ciała. Z miłości do człowieka, który mnie czyta.
Moha, I love you ❤️ To the moon and back… 🌚
2 komentarze
Anna
Kochana trzymam za Ciebie kciuki.
Ewa
Nie mogłam się doczekać, aż Ania znów zaprosi nas do swojego literackiego świata — i jak zawsze, zrobiła to z ogromnym sercem i pasją. Jej nowa książka to kolejna emocjonalna podróż, w której miłość, namiętność i nieoczywiste wybory splatają się w piękną całość.
Wciąż z rozrzewnieniem wspominam poprzednią powieść, w której miałam zaszczyt „żyć” jako Iga — silna, charyzmatyczna szefowa, która pokazała, że kobieta może być zarówno niezależna, jak i pełna uczuć. Aniu, dziękuję Ci za to — to był dla mnie niezwykły prezent i ogromne wzruszenie.
Z całego serca gratuluję kolejnego sukcesu i nie mam wątpliwości, że ta książka poruszy serca wielu czytelników. Kochana, tworzysz magię