Na pełnym morzu

Tabula rasa

Zadałam sobie wczoraj pytanie – jakie problemy mają ludzie, którzy mają wszystko? Wszystko, czyli rodzinę – kochającego męża lub żonę, dzieci, a do tego pracę i dobra materialne na przyzwoitym poziomie oraz oczywiście zdrowie. Przez cholernie długi czas nie potrafiłam sobie wyobrazić odpowiedzi na to pytanie.

Tak samo, jak nie potrafiłam sobie wyobrazić odpowiedzi na inne pytania – jakie mają marzenia, jakie sobie stawiają cele w życiu? Czy tacy ludzie w ogóle istnieją? A jeśli istnieją, to jak wygląda ich życie?

Te pytania wbiły mnie w fotel. Totalna pustka w głowie.

I potem przyszła do mnie kolejna refleksja – że trudno mieć coś, czego nie można sobie wyobrazić. Trudno, a wręcz jest to niemożliwe.

Kreacja zaczyna się od myśli. Od wyobrażenia. Od wizualizacji w głowie. Przeniesienia się, choćby na chwilę do rzeczywistości, w której chciałoby się być. Zatem, jak można cokolwiek wykreować, jeśli tej wyobraźni zabraknie?

Kluczowe pytanie jest jednak inne – dlaczego nie potrafimy sobie wyobrazić czegoś, czego naprawdę pragniemy? Czy faktycznie nie potrafimy, czy też może coś nas przed tym powstrzymuje? Strach na przykład? Tylko, że to bez sensu bać się czegoś, czego pragniemy. Chyba, że nie…? Co jeśli ten strach jest strachem przed zmianą życia, przed samym faktem zmiany, a wcale nie jej późniejszym efektem?

Kolejne kluczowe pytanie brzmi – jaką korzyść daje nam tkwienie w obecnej sytuacji, skoro tak bardzo boimy się ją zmienić?

I tutaj można się dokopać do czegoś, czego może wcale nie chcielibyśmy ujrzeć. To może być coś naprawdę mrocznego, ale i głębokiego. Coś, czego byśmy się po sobie nie spodziewali. Możemy ujrzeć siebie w zupełnie innym świetle.

Rozłożyłam się wczoraj na łopatki i czynniki pierwsze. Ryczałam, a potem zadawałam sobie już tylko pytania: kim jestem? czy ja jestem potworem? czy ta trauma może sięgać aż tak daleko wstecz?

Boję się nudy, rutyny, oziębłości, a tylko z tym kojarzy mi się małżeństwo. Nie potrafię sobie inaczej wyobrazić życia takich ludzi, o których wspomniałam na początku tego wpisu, aniżeli życia w beznadziei, szarej rutynie, chłodzie emocjonalnym, bo tak mi się kojarzy stały związek i rodzina. Dlatego sobie tego nie wyobrażam. Boję się tej wizji.

Ale przynajmniej mam teraz świadomość, więc mogę spróbować to przeprogramować. Podobno znam się na programowaniu. Robię to codziennie w pracy. Ciekawe, co mi z tego wyjdzie. I czy to będzie miało szansę się w ogóle skompilować…

Verified by MonsterInsights