Naiwność czy mądrość?
Rozważałam ostatnio, jak potężną moc ma odpuszczanie i jak ogromnej odwagi potrzebuje. Tak – odwagi. W walce z własnym ego. Gdyby rządzący tym światem mieli dość siły, by odpuszczać sądzę, że nie byłoby wojen. Tylko, kto ma na tyle wielkie jaja, aby stawić czoła zarzutom o tchórzostwo, słabość, naiwność, a nawet zdradę?
Nie raz pozwoliłam komuś przekroczyć swoje granice tylko po to, aby przekonać się, jak wielką ma czelność, dokąd się maksymalnie posunie. Byłam po prostu ciekawa, choć ta ciekawość wymagała siły i gotowości na ból. Godziłam się, zaciskałam zęby i obserwowałam z całą swoją łagodnością oraz cierpliwością. Gdy sprawy zaszły za daleko – dokonywałam totalnego odcięcia. A potem mnie kusiła chęć zemsty, nękały głosy ego, które ze mnie drwiło i mnie wyzywało, jaka to ja jestem głupia i naiwna. Lecz mimo to starałam się dalej trwać w swojej cierpliwości. I nie pożałowałam. Koniec końców to mój najeźdźca wyszedł na idiotę, niespełna rozumu człowieka, po prostu zwyczajnego dupka bądź pospolitego chama. Otrzymał dokładnie to, na co sobie tak skrzętnie zapracował. Rzucał błotem – został obłocony.
To nie atak wymaga odwagi. On nakręca spiralę zła i negatywach emocji, jeśli druga strona odpowiada tym samym. Jednym wyjściem jest przerwanie w postaci odpuszczenia, zrobienia czegoś zupełnie przeciwnego. Zło dobrem zwyciężaj, powiadają. Nawet jeśli to dobro oznacza przypięcie sobie łatki naiwniaka. Trzeba mieć naprawdę ogromne jaja, aby świadomie zostać naiwniakiem.
Strach jest największym złem tego świata. Jest tym, co rodzi zło i sam w sobie jest złem pierwotnym.
Jedno z powiedzeń, które za dzieciaka sobie powtarzaliśmy chichrając się przy tym niezmiernie, brzmiało: „nie zniżaj się do poziomu głupka, bo wtedy on cię pokona doświadczeniem”. Niesamowite, jak bardzo to zdanie trafia w sedno. Przy czym nie nazwałabym głupka głupkiem, a raczej człowieka z inną perspektywą. Taką, której być może z całą swoją empatią nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, bo tak bardzo odmienne środowiska nasz ukształtowały. Wtedy po prostu jakakolwiek kłótnia nie będzie miała najmniejszego sensu i nigdy do niczego dobrego nie doprowadzi. Może wyłącznie wywołać absolutną destrukcję obu stron. Bo obie strony tak samo mają rację. Albo jej nie mają. Kluczowa jest wtedy wzajemna tolerancja i akceptacja – dajcie sobie żyć, jak wam się podoba. Odpuście, bo i tak nie będzie wygranego ani przegranego, a może zostać pogorzelisko obu waszych światów. Na pewno zawsze znajdzie się choćby jeden punkt porozumienia – trzeba tylko chcieć. Trzeba mieć odwagę uciszyć swoje ego.