Na pełnym morzu

Wiedźma i melepeta

Staram się zachować kamienną twarz. Udaję, że nic mi nie jest. Pracuję, rozmawiam, załatwiam bieżące sprawy. Ale od środka toczy mnie niewypowiedziany ból. Tylko po jednej stronie głowy. Zawsze lewej. Oko zaczyna się zamykać. Już wiem, że najbliższe kilkadziesiąt godzin to będzie walka o przetrwanie.

Czasem to się zaczyna od świetlistej plamy na oku, która stopniowo się rozszerza aż wreszcie zniknie. Lecz, gdy zniknie to wówczas, jakby prąd przeszedł przez całą głowę i pojawia się całościowy przeszywający ból. On dość szybka mija i zostaje tylko po lewej stronie. Lewe oko łzawi, z lewej dziurki nosa spływa wodnisty katar. Bywa, że lewa część twarzy jest cieplejsza. Bywa także, że bolą zęby po lewej stronie. Wczoraj miałam kolejny atak ze wszystkimi jego atrakcjami. To trwało jakieś trzydzieści godzin. Oko spuchnęło, bo łzawiło nawet przez sen. Rekord jakiś.

I tak średnio raz na miesiąc lub dwa. Zazwyczaj tuż przed miesiączką, ale zdarza się, że w połowie cyklu albo wielka kumulacja – w połowie i tuż przed okresem, czyli dwukrotnie w miesiącu. Pierwszy atak nastąpił na około trzy miesiące po przyjęciu pierwszej szczepionki na covid. Przypadek? Być może.

Neurolog nie był w stanie stwierdzić niczego konkretnego. Być może hemikrania, ale też jakaś taka nietypowa. Migrena? Raczej nie, bo nietypowa. Rezonans niczego nie wykrył. No cóż, a może to tylko ja? Ja i moje dziwne choroby, których lekarze nie znają. Jak pemfigoid w ciąży, czy teraz coś co wygląda jak trądzik różowaty choć nie reaguje na typowe sposoby leczenia trądziku. Reaguje za to na witaminę B5, czyli zachowuje się, jakby było oparzeniem. Zresztą, jak i moja cała skóra w czasie końcówki ciąży – jak jedno wielkie poparzenie. Sądzę, że źródłem tego wszystkiego jest coś, co zapisało mi się na duszy lub w psychice. Może mnie kiedyś spalono na stosie, bo byłam czarownicą?

Swoją drogą, jestem w nieustannym zachwycie nad tym, jak ja bardzo potrafię kamuflować i znosić ból. I jak uparcie wzbraniam się przed lekami. Pożeram tylko witaminy, zioła – wszystko, co naturalne. Czuję z wiekiem coraz większą niechęć wobec ciężkiej artylerii typu antybiotyki, sterydy albo zwykłe przeciwbólowe, co to je można przy kasie w markecie kupić, jak cukierki.

Wytrzymałam jakieś trzydzieści godzin bólu bez żadnych prochów, które i tak zresztą podziałałyby na krótko. Miałam wrażenie, jakby lewa półkula mózgu mi się kurczyła, a wraz z nią oko i pół twarzy. Postanowiłam to znieść, bo to moja walka przeciw temu czemuś, co doprowadza mnie do tego stanu. Nie ugnę się. Jeśli to coś myśli, że mnie położy – myli się.

Zaraz, mój niby trądzik też jest po lewej stronie twarzy. Ciekawe… Może pierwsze płomienie stosu dosięgnęły mojej lewej strony? Kiedyś miałam sen, taki z tych rzeczywistych. Byłam w nim jakąś szamanką odprawiającą rytuał. Czułam, że to się działo na Islandii i widziałam wokół siebie surowe, lekko pagórkowate stepy. Szare, zachmurzone niebo, a ja zwrócona twarzą ku niemu odmawiałam jakieś zaklęcia w języku, który mógł być staronordyckim. Miałam na sobie pozawieszane runy, a obok stało dwóch mężczyzn, którzy mi asystowali.

A wracając na ziemię i do aktualnego wcielenia – postanowiłam dziś pojechać na myjnię i po paliwo. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pewna obserwacja. Otóż, jadąc najpierw na stację przejeżdżałam koło myjni. Zerknęłam, jak duża jest kolejka, bo to przecież sobota, więc dzień, w którym myjnie są oblegane. Na szczęście nie było źle – zwróciłam szczególną uwagę na jeden samochód, który był już czysty. Obok niego puste stanowisko. Uznałam, że i to się zaraz zwolni, więc na pewno coś się znajdzie, gdy przyjadę. Zatem zadowolona i spokojna pojechałam na BP, po drodze stałam jeszcze długo na światłach, a potem tankowałam do pełna. Zanim wróciłam na myjnię minęło trochę czasu. A pan z czystym samochodem, na którego zwróciłam uwagę, dalej zajmował stanowisko. Pozostałe były zajęte, więc ustawiłam się w kolejce licząc, że on za chwilę odjedzie. Niestety – nie mył samochodu myjkami i nie zamierzał odjeżdżać. Chodził sobie ze szmatką i ręcznie doczyszczał jakieś szczególiki, co oczywiście mógł zrobić zjeżdżając na bok, jak inni, którzy skorzystali z myjek. Ale tego nie zrobił. Za mną w kolejce pojawiło się następne auto. Jego nie wzruszało nic. W końcu wjechałam na stanowisko, które zajął samochód stojący przede mną w kolejce. Uwinął się sprawnie, więc mogłam wbić. Umyłam swoją rakietę i to tak całkiem dokładnie, co potrwało dobre piętnaście minut, chociaż streszczałam się maksymalnie. Odjeżdżając zobaczyłam, że pan z czystym samochodem dalej zajmował stanowisko i pucował jakieś pierdoły ręcznie. Pomyślałam w tym momencie tylko jedno: „Boże, broń mnie od takich mężczyzn!”. Melepeta level super hard albo koleś, który ucieka od żony na kilka godzin na myjnię. Niezależnie, czy był opcją pierwszą czy drugą – wolę być do końca życia sama niż kiedykolwiek związać się z kimś o takiej dynamice działania oraz egoizmie.

A mój samochód jest dziś bogaty i umyty. Zupełnie, jak szlachcic Bogdan!

Verified by MonsterInsights