A może to tylko ja?
Człowiek z wiekiem obrasta w jakąś dziwną skorupę. Mniej rzeczy robi na nim wrażenie, mniej się angażuje emocjonalnie w cokolwiek. Mniej ufa. Mniej przeżywa. Łatwo się dystansuje i zapomina. Czasem bezczelnie posunie się za daleko nie wiedząc, że to trochę za mocno. Wszystko się rozmywa. Jak we mgle, w której kroczył, jako dziecko. Tylko, że teraz widzi inaczej niż wtedy.
A może to tylko ja?
Człowiek odrywa się od rzeczywistości z każdą minutą swojego życia tutaj. Jakby wiedział, że przyszedł na chwilę. Zupełnie, jak się wpada gdzieś na wizytę – angażujesz się na początku, a potem zerkasz na zegarek, przebierasz nogami, myślami już jesteś w domu. Na początku widzisz wszystko, jakby było całym światem. Jakby od tego zależało całe twoje życie. A potem zaczynasz rozumieć, że to tylko błysk flesza. Przestaje robić wrażenie.
A może to tylko ja?
Jedyne, co naprawdę prawdziwe i głębokie to natura. Ona daje ci ukojenie, bo wiesz, że jesteś jej częścią. Że to twój dom, niezależnie czy tutaj czy tam. A ta ciągła gonitwa? Im dłużej żyjesz, tym większy masz z niej ubaw. I tylko do czasu do czasu poudajesz, że też w to grasz. Żeby inni nie myśleli, że jesteś już dawno odłączony, bo gotowi cię jeszcze zgnębić czy coś. Wiesz, że każda relacja to potencjalna, wieloletnia trauma, więc się zawczasu odsuwasz albo w ogóle nie prowokujesz losu. Jedyne bezpieczeństwo masz w sobie, więc się tego trzymasz i chronisz swego serca. Wiesz, że tutaj to nie miejsce na odsłonięcie. No więc chronisz za wszelką cenę, aby tam później mieć z czym wrócić. Tam, do domu.
A może to tylko ja?
Podobno przyszedłeś bądź zszedłeś, aby zbierać doświadczenia. Lecz czasami, gdy uzbiera się ich zbyt wiele albo kilka takich naprawdę potężnych, to twoja moc do pozyskiwania kolejnych wyraźnie słabnie. Coraz mniej ci się chce doświadczać. Wchodzisz w tryb przetrwania. I nawet nie wiesz po co właściwie tutaj jeszcze jesteś. No więc żyjesz sobie z dnia na dzień, starając się zdziałać, jak najwięcej dobra. Tyle, ile jesteś w stanie z siebie jeszcze wykrzesać.
A może to tylko ja?
Nic od nikogo nie chcesz i nie potrzebujesz. Sam sobie ze wszystkim radzisz, choćby walił i palił się twój świat i tak samo nie angażujesz się aktywnie w cokolwiek bądź angażujesz się tylko tyle, ile trzeba. Gdy trzeba się komuś odwdzięczyć – to stres, gdy trzeba kogoś o coś poprosić – jeszcze większy stres. Nawet w zwykłej rozmowie nikogo o nic nie pytasz, chyba, że to wydaje się konieczne. Bo nie chcesz nic wiedzieć i tego samego oczekujesz – że nikt nie będzie niczego od ciebie chciał. Że będziesz mieć święty spokój. Pragniesz go najbardziej na świecie. No więc redukujesz wszelakie i jakiekolwiek interakcje.
A może to tylko ja?