Hej, morze me!
Oto nadszedł czas, by opuścić przytulny i najznakomitszy port, jaki znam – port Świnoujście. Zarówno fizycznie, jak i w przenośni. Dosłownie umarłam na koniec roku, a teraz? Nie, nie powiem, że nowy rok i nowa ja. To byłby jakiś żart. Oczywiście, że to dalej ta sama ja – ja idealna, ja wariatka, ja z sercem bijącym na marokańskiej pustyni. I z duszą północną, należącą do świata – nie do określonej nacji, rasy ani religii. Z duszą marynarza. Podróżnika. Jestem niczyja. Jestem swoim portem, żaglem, sterem i okrętem.
Początek roku spędziłam nad morzem, od pierwszych jego chwil. A nic tak nie ładuje moich baterii, jak morze. Zwłaszcza Bałtyk. Choć wiele mórz już zwiedziłam i przepłynęłam, to i tak uważam, że najlepszy jest Bałtyk. Magiczny, majestatyczny. Pamiętający wiele, chyba zbyt wiele, jak na jedno morze. Zasobny w bursztyny, których nie ma nigdzie indziej. Czasem spokojny, jak jezioro, a innym razem żywiołowy, wskazujący wyraźnie, gdzie jest nasze miejsce na tym świecie. To morze, które wiele doświadczyło. To morze z bliznami. Dokładnie takie, jak ja.
W sylwestra przesadziłam ze wszystkim i nie sądziłabym, że najgrubsza impreza mojego życia odbędzie się w towarzystwie rodziców. Co za ironia. Jesteśmy jak włoska rodzina – raz się nienawidzimy, a innym razem szalejemy z prosecco na plaży. Tylko po to właśnie jest życie – jak jest czas zabawy trzeba się bawić do granic, jak czas pracy to pracować aż sił zabraknie, a jak czas odpoczynku to bezczelnie spać w opór z wyłączonym telefonem. Wolę żyć krótko, ale intensywnie. Nie ilość, a jakość się liczy.
I mam w dupie, czy to się komuś podoba czy nie. Nie wszyscy muszą mnie kochać albo przynajmniej tolerować. Ja już się nie zmienię, bo jestem na to za stara. Zresztą, chwila – czemu miałabym się zmieniać? Nie uważam, że cokolwiek zrobiłam kiedykolwiek nie tak, abym potrzebowała zmiany. I kropka.
W rozmowie ojciec zapytał mnie, co zrobię, jeśli trafię na mężczyznę bardzo religijnego, który będzie chciał wziąć ślub kościelny, a ja przecież nie mam rozwodu kościelnego i nie zamierzam tego zmieniać. Odpowiedziałam, że jeśli jakiś mężczyzna będzie mi stawiał jakiekolwiek warunki do tego, by ze mną być, to będzie świadczyło tylko o tym, że on mnie nie kocha prawdziwie. Bo prawdziwa miłość jest bezwarunkowa. I tak ze wszystkim innym. Wolę być sama do końca życia niż spełniać czyjeś warunki, wiecznie się do kogoś dostosowywać zapominając o sobie i nie otrzymując tego samego w zamian.
Mam nadzieję żyć w tym roku intensywnie i jakoś przetrwać. Być sobą i bronić swoich granic oraz wartości, jak to od całkiem niedawna zaczęło mi naprawdę nieźle wychodzić. Nie dam sobie założyć kagańca i ujarzmić – jestem, jak dzikie zwierzę. Jak lwica, której nie da się poskromić, ale można pójść obok niej ramię w ramię na polowanie.
Hej, morze me, uroki twoje znam,
Choć nie raz już przez ciebie płakał każdy z nas.