Esmeralda
Zazwyczaj, a przeważnie zawsze wyłączam telefon na noc. Wersja minimum to tryb samolotowy, a gdy nie muszę rano wstawać na czas, to wyłączam całkowicie i zostawiam go w innym pokoju.
Ale tego dnia czuwałam niemal całą noc na flightradar.
I potem jeszcze przez pół dnia.
A w głowie brzmiały mi słowa pieśni:
No se lo que me pasa con mi mami,
que ya no me quiere ver, que ya no me quiere hablar.
Se fue una mananita sin motives,
sin dejarme una cartita,
ni una sena de adonde estara.
No merezco lo que me hicite morena,
ya no como,
ya no duermo esperando
tu regreso… hay dios!Cuando volveras,
cuando volveras,
hay dime mami adonde tu estaras…
Cuando volveras,
cuando volveras,
dime morena hay donde andaras…
Czuję się, jak ta Esmeralda z telenoweli, która ryczała w każdym z pięciuset odcinków z powodu swojego złamanego serca. Chyba mi ten serial wszedł za mocno w dzieciństwie, bo moje całe życie wygląda dokładnie tak samo.
Plus taki, że hiszpańskiego się nauczyłam. Troszeczkę przynajmniej.