Na pełnym morzu

Istoty niezależne i zależne

Zauważyłam, że mężczyźni przestali nadążać za dzisiejszymi kobietami. Na pewno nie wszyscy, ale według moich obserwacji – zdecydowana większość. Im większa emancypacja kobiet, tym bardziej mężczyźni nie potrafią odnaleźć swojej roli. Niektórzy to nazywają piekłem mężczyzn i coś w tym jest. Lecz to nie piekło – to zmiana zasad gry.

Jaka jest dzisiejsza kobieta? Wolna i niezależna. Wysoko wykształcona, posiadająca stabilną pracę. Zbudowała sobie naprawdę imponującą karierę zawodową, która nie służy jej tylko do zarabiania pieniędzy, ale jest jej pasją. Oprócz pracy ma swoje hobby i codzienne rytuały wellbeingowe. Jest odważna i otwarta. Lubi podróżować i nie boi się robić tego w pojedynkę, jak i nie boi się sama pójść do kina, teatru czy restauracji. Ma swoje mieszkanie – lub wynajmowane, ale na pewno własny kąt, w którym żyje samodzielnie, z dala od rodziców czy kogokolwiek. Sama płaci swoje rachunki, tankuje swój samochód i ogarnia pełnowymiarowe, dorosłe życie. Nierzadko posiada na utrzymaniu żywą i zależną od siebie istotę – dziecko lub zwierzaka lub jedno i drugie.

I w tym oto miejscu pojawia się pytanie – po co jej mężczyzna?

Moja odpowiedź jest taka – dokładnie po to, po co potrzebowały mężczyzny jej przodkinie – dla zapewnienia bezpieczeństwa i stabilizacji. To jest niezmienne i najseksowniejsze w mężczyznach. Nie zaimponuje mi twój wzrost, twoja klata, rozmiar przyrodzenia ani żadne dobra materialne, które posiadasz, jeśli nie dasz mi poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, zwłaszcza tej emocjonalnej.

Tylko, że w czasach moich babć i prababć było inaczej. Był patriarchat. Tradycyjny podział ról – kobieta zajmowała się domem i dziećmi, a mężczyzna zarabiał pieniądze pracując zawodowo. I sprawa przedstawiała się banalnie prosto – bezpieczeństwo i stabilizacja, którą mężczyzna dawał polegała na tym, że utrzymywał dom i całą rodzinę. W zasadzie skracając to do minimum można powiedzieć, że tym bezpieczeństwem były pieniądze. Tylko, że kobieta wtedy była inna – nie pracowała zawodowo, nie była wykształcona i w zasadzie od urodzenia wychowywana w ten sposób, aby jej głównym życiowym celem było prowadzenie domu oraz wychowywanie dzieci. Wówczas, jeśli znalazła mężczyznę, który mógł zapewnić jej taki byt, aby mogła spokojnie ogarniać ten dom i dzieci, to to był najlepszy dla niej mężczyzna, spełniający warunek bezpieczeństwa i stabilizacji.

Dziś to nie wystarcza, by ten warunek był spełniony. Bo kobieta też pracuje i zarabia, często niemało i często więcej niż mężczyzna. Bo w związku z tym ona nie jest w stanie zajmować się w stu procentach domem i dziećmi, więc mając obok siebie partnera będzie oczekiwała równego podziału tych obowiązków. Zatem pod dzisiejszym pojęciem bezpieczeństwa i stabilizacji nie kryją się ani pieniądze ani ustawienie zawodowe mężczyzny. Co nim jest? Obecność. Branie po równi odpowiedzialności za to, co wspólne. Czułość. Rozmowa. I jeszcze raz rozmowa, a nie tylko wysyłanie komunikatów. I oczywiście bycie tak samo niezależnym, jak ona. Dzisiejsza kobieta nie potrzebuje kolejnej istoty zależnej, która jest dorosłym, zdrowym mężczyzną. Skoro ona była w stanie tyle osiągnąć, ile osiągnęła – ona ta słabsza, ta która, co miesiąc ma okres, ta która jest niższa i delikatniejsza fizycznie – to tym bardziej spodziewa się, że jej partner będzie na, co najmniej tym samym poziomie życiowym, a i tak to jest absolutnym minimum.

Niestety, wielu dzisiejszych mężczyzn zostało wychowanych jeszcze w duchu patriarchatu i ciężko jest im to wszystko pojąć. Ich ojciec po prostu ciężko pracował i zarabiał, więc był męskim mężczyzną. Oni robiąc to samo myślą, że tak samo spełnią oczekiwania kobiet i będą męskim mężczyzną. Myślą, że jak wrócą z pracy i zamkną się w pokoju czy garażu, albo pójdą na miasto z kolegami, a wcześniej zjedzą w milczeniu obiad przygotowany przez żonę, która też była w pracy, to ta kobieta będzie z nim szczęśliwa. Nie będzie, bo ona w tym momencie traci grunt pod nogami. Ona w tym momencie nie ma w nim żadnego wsparcia ani poczucia bezpieczeństwa. Zaczyna zauważać, że jest samowystarczalna – bo zarabia, bo ogarnia dom i dzieci, bo ma na sobie całą odpowiedzialność za wszystko, co między nimi wspólne. I w tym momencie ona przestaje w nim widzieć mężczyznę. I odchodzi, oczywiście.

Nie wiem, czemu tak jest, że ci sami mężczyźni, którzy zostali wychowani w patriarchacie, to przecież ich siostry wyszły z tych samych domów, a mimo to one się wyrwały i popłynęły z nurtem, a oni zostali na brzegu. Może to efekt umęczonych tym patriarchatem matek, które tłukły córkom do głowy, by stały się niezależnymi? A może ciągle silne stereotypy mówiące o tym, że gotujący albo sprzątający mężczyzna to słaby mężczyzna?

Widzę też, że wielu idzie ze skrajności w skrajność i to kolejna plaga. Jeśli mężczyzna zauważa, że nie zaimponuje kobiecie pracą i pieniędzmi, to sam dosłownie niewieścieje. Zaczyna być bierny, oczekuje inicjatywy ze strony kobiety, chętnie „wykrada” jej domowe obowiązki, chce być przez nią zapraszany na randki, uwodzony i nierzadko sponsorowany. Staje się typową księżniczką. To chyba mechanizm strachu. Boi się wziąć za siebie może? Albo z góry odpuszcza, bo zakłada, że i tak jej nie dorówna? Tak czy inaczej powstaje jakaś rywalizacja. Odgrywanie się. A to zabije każdą relację, jeśli w ogóle do takowej dojdzie.

Czy naprawdę tak trudno jest dogonić dzisiejsze kobiety? Czy tak trudno jest dzielić z nimi to, co wspólne i brać na siebie odpowiedzialność? Czy tak trudno rozmawiać i być czułym? Ej, faceci, przecież wy też macie duszę, wrażliwość i serce, prawda? Czy kobieta wykształcona, ustawiona życiowo, mająca swoje pasje i hobby, to kobieta trudna? Czy wy nas macie za nieprawdziwe kobiety tylko dlatego, że naszym życiowym i wyłącznym marzeniem nie było zajmowanie się domem i dziećmi? My nie robimy tego, by was pokonać, wykastrować czy jakkolwiek wyeliminować. My was potrzebujemy. Potrzebujemy waszego silnego ramienia, stabilizacji emocjonalnej i nie tylko, potrzebujemy waszego wsparcia, choć dziś ono wyglada nieco inaczej niż w czasach naszych dziadków albo i rodziców. My serio chcemy budować z wami rodzinę, rodzić wam dzieci i dekorować dom na święta. Ale nie rezygnując przy tym z siebie i naszej integralności. To tak wiele?

Verified by MonsterInsights