Pranie sąsiadki
Nasuwam kaptur na głowę, w uszach airpodsy i znów ta sama, ulubiona playlista na Spotify. Siedzę i ukradkiem obserwuję sąsiadów jednocześnie zastanawiając się, co dziś napisać. I już mam o czym pisać. Każda chwila spokojnej uważności jest inspirująca.
Para młodych ludzi trzymająca się za ręce. Niemal identycznie ubrani – góra na biało, dół na czarno. Po chwili jakiś młody chłopak z białymi liliami wychodzi gdzieś na miasto. Samochody wjeżdżają i wyjeżdżają z garażu. Pies sąsiadki z bloku po przekątnej znów poszczekuje z góry na mnie i mojego kota. Chmury po tym szaleńczo wietrznym dniu teraz ułożone są jak włosy anielskie na ciągle jeszcze błękitnym niebie. Ktoś tam nie schował prania z balkonu. Tyle rozmaitych pytań się nasuwa. Tyle rozmaitych historii można napisać.
Kim są ci młodzi – małżeństwem, czy po prostu parą zakochanych? Do kogo szedł ten wystrojony przystojniak z kwiatami? Na randkę, a może na cmentarz? Skąd wracają te samochody? Dokąd wyjeżdżają o tej porze? Czy mieli ciężki dzień w pracy albo w szkole? A może zaliczyli dziś jakiś sukces? Ktoś może dziś się zakochał, a ktoś został rzucony. O, idzie jeszcze jeden sąsiad z psem. Wraca ze spaceru. Ciekawe, czy chciało mu się tak wyjść? Ciekawe, czy w domu ktoś na niego czeka? A w ogóle kto to jest? Znam go? Mieszka tutaj od dawna czy od niedawna? Ach, to pranie tak samotnie tam wisi. Gdy nadejdzie zmrok może zwilgotnieć. I trzeba będzie prać na nowo.
Właśnie jakiś różowy obłok przecina te anielskie włosy. Zupełnie nie pasuje do reszty. Skąd on się wziął? Wygląda jakby wypuściło go z płuc jakieś nieziemskie stworzenie.
Sąsiadka wyszła po pranie. Ubrana identycznie, jak ci młodzi – biała góra i czarny dół. Czy dziś jest jakiś specjalny dzień narzucający ten konkrety dress code? Jeśli tak, to ja się jak zwykle wyłamałam. Bo mam różową bluzę i zielone legginsy. Różową – zupełnie, jak ten nieziemski obłok.
No i zostawiła pranie. Wyszła tylko zapalić i wróciła z powrotem do mieszkania. Zadziwiające.
Zadziwiające jest także to, czy tak już zazwyczaj będzie wyglądać moje życie? Że tak zza winkla będę obserwować świat i tworzyć historie? Że będę istnieć w tle, taka przezroczysta, taka typowa stara panna, na którą nikt nie zwraca uwagi, ale za to ona zwraca uwagę na wszystkich i na każdy szczegół dookoła. Spod kaptura, zza pergoli. Ze swoim wewnętrznym światem, do którego nikt nie znajdzie klucza. Opisując świat zewnętrzny tak, jakbym widziała go po raz pierwszy i jakbym zachwycała się nim niczym uniwersum z innej planety. Albo równie mocno się nim gorszyła.
Zniknęły anielskie włosy. I różowe puchy. Za to gdzieś z oddali przyfrunęły szare języki, jakby mroczne macki jakiegoś cienistego stworzenia. I coraz chłodniej się robi. Nasuwam mocniej swój kaptur. A kocisko zwija się w bardziej zwartą, puchatą kulę.
Tyle jeszcze chciałabym zdążyć dziś zrobić. Tylko ten czas tak niespostrzeżenie ucieka. Jak przestępca. Za chwilę będę miała czterdzieści lat. A przecież w tym wieku, niektórzy zostają dziadkami, innym dopiero rodzą się dzieci, jeszcze inni mieszkają ciągle z rodzicami zastawiając się, kim zostaną, gdy dorosną. Niektórzy w tym wieku nie mają już rodziców, a inni sami już umierają na zawał czy inne przekleństwa. Ale jak to możliwe? Ja wczoraj byłam uczennicą gimnazjum, słuchałam rapu i pisałam teksty o życiu. Podkochiwałam się w chłopaku z blokowiska. I uwielbiałam swoją polonistkę, mimo że nigdy nie darzyłam żadnego nauczyciela specjalną sympatią. Jeszcze wczoraj moi rodzicie mieli czterdzieści lat i śmiałam się z nich, jacy są starzy.
Ja nie czuję się staro, nawet jeśli dopatrzę się jakiejś zmarszczki albo dwóch. Tymczasem, być może przeżyłam już połowę swojego życia, a być może sporą większość. Być może przyjdzie mi zaraz spakować walizki i rozliczyć z tym wcieleniem. A tak się zawsze martwiłam, że to tak długo trwa. Że nie wytrzymam. Myślę teraz, że jakoś dam radę. Wiele na szczęście już nie zostało. Wczoraj byłam w gimnazjum, dziś mam trzydzieści osiem lat, a jutro złożą mnie do trumny.
Niebo całkiem zszarzało. Pranie dalej wisi na tym balkonie i tak chyba zostanie na całą noc. O, frunie nawet jakiś nietoperz. Pora zabrać się za to, co można zrobić po zmroku bez wyrzutów sumienia, że tracę dzień nie siedząc na zewnątrz.