Sztorm

Fakap na prodzie

Doszłam do ściany wypalenia zawodowego, a w miniony piątek tak bardzo uległam awarii systemu nerwowego, że wylądowałam w swoim niemalże ulubionym międzywymiarze nicości. I to tak nawet przed sezonem Skorpiona. Mam nadzieję to jakoś rozchodzić i przeczekać bez psychotropów, ale w tej chwili bliżej mi do szpitalnego kaftana niż dalej.

Najwyraźniej moja miłość do branży IT właśnie się skończyła. Albo mnie opuściła. Tak jak każda inna w moim życiu. Miłości już tak mają – że ode mnie odchodzą szybciej niż później i zostawiają ze złamanym sercem. Przebitym, jakoby trzema mieczami. Jeden z nich to stres, drugi bezsilność, a trzeci – rozczarowanie.

Prawie nie wyszłabym dziś z łóżka. Z trudem zwlokłam się o trzynastej trzydzieści. Nie czułam głodu. Najchętniej spałabym w nieskończoność. Jedyne co czułam, to lęk i przerażenie na myśl o tym, by choćby zbliżyć się do komputera. Usilnie rozmyślałam, co innego mogłabym robić zawodowo. I nadal rozmyślam. Najchętniej już nigdy nie wróciłabym do zawodu. Ani na jeden dzień.

Nie chciałabym pracować z ludźmi, nie chciałabym pracować zdalnie, nie chciałabym siedzieć kolejnych nadgodzin i pracować w weekendy. Nie chciałabym zaniedbywać dziecka przez pracę. Już nigdy więcej. Nie chciałabym już nigdy więcej czuć tego okropnego ucisku w żołądku, kiedy trzeba wdzwonić się na calla. Nie chciałabym również wyskakiwać ludziom z lodówki, byleby kupili coś, co mam do zaoferowania.

Przynajmniej wiem już, czego nie chcę.

Z tymi ludźmi może jeszcze przemyślę. Na pewno nie chcę pracować z takimi ludźmi, dla których jestem piątym kołem u wozu. Którzy stosują toksyczne chwyty poniżej pasa. Nie chcę już nigdy więcej takich sytuacji, że wchodzę do pokoju i krzyczę „hej, mamy pożar!”, a wszyscy udają, że mnie nie widzą, nie słyszą, nie czują. A kiedy powtarzam desperacko po raz n-ty to samo: „hej, mamy pożar, ogarnijcie się!”, to dostaję w zamian ironiczny uśmieszek z tekstem: „a może sprawdzisz, czy nie ma cię czasem w drugim pokoju?”.

Nie chcę pracować z ludźmi, którzy mają podwójne, a często potrójne i wielokrotne standardy. Takimi, którzy wyznają zasadę: „co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie”. Takimi, których ego obrosło tak bardzo, że trudno już w tym balonie dostrzec postać człowieka. Takimi, którzy potrafią obedrzeć drugiego z godności za najmniejsze potknięcia. Takimi, przed którymi trzeba się spowiadać z każdej sekundy swojej pracy i nieustannie udowadniać, że nie jest się wielbłądem.

Mam dość. Serdecznie dość.

Miłość cierpliwa jest i łaskawa, zatem cierpliwie wytrzymywałam zbyt długo. Dziś przepłacam za to zdrowiem psychicznym, a jutro? Co będzie jutro? Dowiem się, że mam raka i że został mi miesiąc życia? I co, po co to wszystko? Kto się obudzi, kto doceni, ktoś coś zmieni? Na koniec tylko wyczytają na prezentacji w PowerPoincie, że „Ania niestety zmarła. Szukamy kogoś na jej miejsce”.

Cześć, jestem Ania. Mam prawie czterdzieści lat i jeszcze nie wiem, kim zostanę, gdy dorosnę.

Verified by MonsterInsights