Surrender
Kot mruczy nie tylko wtedy, gdy jest mu dobrze. Robi to również wtedy, by złagodzić ból. A takie wiedźmy, jak ja podśpiewują sobie „Surrender” podczas odkurzania mieszkania. Czasem z radości, a czasem, by złagodzić ból.
„I used to be surrender
I used to be a lonely soul
I used to ask the sender
asking him if my love has come…”
Nie wiem, co się ze mną dzieje. Naprawdę, kurwa, nie wiem.
Przyszło do mnie coś zupełnie nowego i nie potrafię sobie z tym poradzić. Mimo, że to jest coś dobrego. Albo raczej ktoś. Nigdy bym się nie spodziewała, że uniesienie czegoś dobrego, magicznego, będzie o wiele trudniejsze niż te wszystkie kataklizmy, które dobrze znam. Bo kataklizmy dobrze znam. A dobrego nie znam wcale.
Gdzie są te złe przeczucia? Gdzie to napięcie w żołądku? Te motyle? Gdzie jest ten chaos, ta huśtawka emocjonalna, to poczucie bycia niewystarczającą? Gdzie jest chłód? Gdzie niedostępność? Ach, moi mili niemili – gdzieście się podziali?
Ja tak nie umiem teraz. Nie rozumiem. Niczego nie rozumiem.
A może jestem zbyt długo sama? Może ja już się do niczego nie nadaję?
A może to moje serce zamarzło? Może ja już nie potrafię czuć? Kochać?
„… I pray everyday the wiser
I pray to tell me what to do
It’s only love, I said „what?”
That’s really not my point of view…”
Ten mały, drewniany domek i to niebo pełne gwiazd, i ten księżyc w pełni… Co mi się tam stało? Co się tam tak naprawdę stało? I ten dwudziesty siódmy. No ba! Oczywiście, że dwudziesty siódmy. A potem ósmy.
Ciężko mi jakoś. Jestem zdezorientowana. Mój system został zhakowany. Albo może po raz pierwszy naprawiony? Może to upgrade?
„…I used to get it on
(tarararararara)
and I will go on..
(tararararara)…”